Marta Wawrzyn

Wpisy od maj 2009

Głupia byłam. Przepraszam

30/05/2009 · 13 komentarzy

Jako że na Pazurku wciąż wisi jak wyrzut sumienia tekst “Nie płakałam po katarynie”, który wciąż tu i ówdzie jest linkowany jako głos zgody z “Dziennikiem”, wyjaśniam.

Owszem, przeszkadza mi chamstwo w internecie. Sama je zwalczam i zwalczać będę, stosując prosty i skuteczny sposób: tniemy równo z trawą. Przeszkadza mi też fakt, że niektórzy blogerzy (IMHO mniejszość) uważają się za święte krowy, których ani krytykować, ani pozywać nie wolno. Domagacie się praw takich jak dziennikarze, a obowiązkami to już gardzicie? Nieładnie.

ALE! Ale to wszystko jest niczym przy bezczelnych kłamstwach “Dziennika”, na których zbudowano całą krucjatę przeciwko internetowi (przede wszystkim pierwsze i najważniejsze, to, które legło u podstaw ujawnienia kataryny: ona NIE szkoliła dziennikarzy Kwiatkowskiego), przy chamstwie kierownictwa tej gazety, przy ich nierzetelności i kompletnej nieznajomości tematu, przy przysłowiowym rżnięciu głupa w kolejnych tekstach stanowiących nagonkę na całą blogosferę.

Przepraszam wszystkich blogerów i internautów, którzy odnieśli wrażenie, że nie jestem po ich stronie. Głupia byłam.

Kategorie: Internet · Media

Pan redaktór ze ściekowiskiem nie gada

28/05/2009 · Dodaj komentarz

Ale zaszczyt mnie dziś kopsnął! Nie z tej ziemi. Ze świata alternatywnego zwanego “Dziennikiem”.

Rano na Twitterze, gdzie ostatnio lansują się Bielan z Kamińskim, sporo blogerów i trochę misiów z “Dziennika”, nawinął mi się Michał Karnowski. Postanowiłam więc go grzecznie spytać, czemu oni tam wszyscy rżną głupa. Bo on coś o pogłębianiu debaty zaczął. To mu piszę, że ludzie wiedzą. I że mają dosyć. On mnie pyta, jacy ludzie. Ja na to, że ludzie nieźle mi znani.

Tak się bowiem śmiesznie złożyło, że swego czasu “Dziennik” był uprzejmy zamieścić niusa na temat mojej skromnej osoby. Nius był z palca wyssany, konkretnie z palca Mikołaja Wójcika. Sposób, w jaki Wójcik i jego palec mnie załatwili, dał mi całkiem ładny obraz tego, jak się w “Dzienniku” robi niusy. Zaczęłam więc uważniej słuchać dementi polityków. Niespodzianka, często faktycznie to oni mówili prawdę. O zgrozo.

W każdym razie o niusie miało być. Niusa o niusie zoczył Jarecki Jacek. I zaczepia mnie ów Jarecki takimi oto słowy:

O Tobie dali newsa? Poważnie? :) No, jakby nie było pobiłaś Azraela na głowę. O nim newsów nie było – chyba… :)))

Jako że Jarecki to prosty chłop, który kiedyś w dyskusji używał argumentu moich cycków, postanowiłam napisać tak, coby zrozumiał:

A jak tam Twój nowy tekst do działu “Opinie”, już się pisze czy czekasz na tezy z Niemiec? (:

Obrzydliwie głupi i prostacki dowCip, przyznaję. No ale to do Jareckiego było, żeby się chłopina długo głowić nie musiał. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast równie mądrej odpowiedzi od Jareckiego wyskoczył mi znów szanowny redaktor “Dziennika”:

Sorry, ale za to “już się pisze czy czekasz na tezy z Niemiec? (:” wywalam Cię. Ściekowisk intern. i tak za wiele.

Chwilę potem Michał Karnowski jak powiedział tak zrobił. A najgorsze, że nie tylko mnie wywalił, ale też zamknął dostęp do swojego cennego blogaska. Biedaczyna nie wpadł na to, że jak chcę, to i tak go widzę (internetowe chamy tak umieją), ale pal go licho. Grzeszy pychą nie od dziś, więc jakoś bardzo się nie zdziwiłam. Choć żaden szanujący się internauta nie zakończyłby dyskusji w ten sposób. :)

Wniosków nie będzie, bo to mało znaczący bzdet. Galopek ma lepszego niusa i wnioski też lepsze. Gratuluję, dobra robota.

Kategorie: Głupota · Internet · Media

Pani Kotka z TV Puls to nie Joe Hydraulik

24/05/2009 · 2 komentarzy

Polski Joe Hydraulik? – zapytał rano na Twitterze, niby to z przymrużeniem oka Adam Bielan, ciesząc się z psikusa, jaki PiS zrobił Platformie.

Napisałam Bielanowi, że między bohaterem amerykańskiej kampanii a panią Anią ze spotu jest poważna różnica: Joe Hydraulik nie był aktorem. Był sobą. Był Samuelem Josephem Wurzelbacherem, który na wiecach Johna McCaina występował jako on sam, przejaskrawiając nie czyjeś, lecz swoje własne problemy. Oczywiście, Demokraci szybko znaleźli w tej postaci mnóstwo sprzeczności, odkryli, że tu i ówdzie nakłamał i w rzeczywistości nie był nawet hydraulikiem, bo nie miał licencji. Ale faktycznie jako redneckowski krzykacz bojący się utraty wolności i własnej kasy raczej w tej kampanii Republikanom pomógł niż zaszkodził.

W przypadku pani Ani, pielęgniarki ze spotu PiS, podebranej Platformie, trudno liczyć na to samo. Dotąd wiedzieliśmy, że jest wynajętą aktorką – co już odbierało jej punkty. Dziś “Dziennik” podał jej nazwisko. Anna Cugier-Kotka. Kilka kliknięć i mamy jasność: kierownik produkcji TV Puls, wcześniej w Superstacji. Sądząc po liście znajomych na popularnych profilach społecznościowych, m.in. Naszej Klasie i GoldenLine, sporo bywa i chętnie przyjaźni się z wszystkimi. Jest tam i Robert Biedroń, i Jacek Kurski, i Ryszard Kalisz, i trochę znanych dziennikarzy. Jej prawo.

Ale ponieważ panowie spin doktorzy zapowiadali bombę, spodziewałam się, że podczas występu na konwencji PiS w Chorzowie pani Cugier-Kotka ujawni swoją prawdziwą twarz i wyjaśni, dlaczego zmieniła zdanie i dziś woli PiS od PO. Niestety, nieprzedstawiona nawet przez Michała Kamińskiego z nazwiska “pani Ania” wyrecytowała jedynie wierszyk, będący rozszerzoną wersją spotu. Dlatego ja w tych wyborach daję rządowi żółtą kartkę, sztucznym tonem zakończyła nudną mowę pani Cugier-Kotka. Jak w spocie.

A ja się chciałam dowiedzieć, czemu szefowa produkcji TV Puls, pani Anna Cugier-Kotka, osoba, której, sądząc po zajmowanym przez nią stanowisku, raczej nie wiedzie się dziś gorzej niż za rządów PiS, jednak zmieniła zdanie. Dlatego że stoi w korkach? For Christ’s sake!, a za Jarosława to Pani tramwajem jeździła!?

Gdyby PiS faktycznie pozyskał nie postać graną przez panią Cugier-Kotkę, lecz ją samą, osobę zajmującą wysokie stanowisko w dużej telewizji, której z jakiegoś powodu kryzys i rząd Tuska dały się we znaki, byłoby to wydarzenie. Byłoby czego posłuchać, byłoby się nad czym pochylić i zastanowić. Może w jakiś sposób przyrównać do siebie (choć – trzymając się PiS-owskiej retoryki – nie wiem, co wspólnego ma z milionami klepiących biedę Polaków ta idealnie ubrana i wylansowana osóbka prosto z warszawki), zastanowić się, czy nas też nie czeka jej straszny los.

A tu dostaliśmy stanie w korkach i u lekarza. I choćbyśmy chcieli wierzyć, nie potrafimy. Bo kogo jak kogo, ale recytującą znudzonym głosem swoją kwestię kierownik produkcji w TV Puls chyba jednak stać na prywatnego lekarza, który poświęci jej tyle czasu, za ile mu zapłaci. W przeciwieństwie do milionów ludzi, które muszą czekać na swoją kolej, dokładnie tak samo jak za rządów Kazia, a po nim Jarosława.

Panowie spin doktorzy, psikus się nie udał.

Kategorie: Polityka · Polska · Reklama

Nie płakałam po katarynie

22/05/2009 · 14 komentarzy

Do stolika dziennikarskiego w Sejmie podchodzi reporter dużej telewizji. O co chodzi z tą blogerką, o której pisze “Dziennik”? Kolega tłumaczy, o co chodzi. Aha… Ale to takie insajderskie jest. Może z tysiąc osób by zainteresowało. Nie ma sensu robić materiału.

Uśmiechnęłam się krzywo, słysząc tak brutalne podsumowanie rzeczywistości, w której sama żyję. No tak, kogo to obchodzi. A w światku histeria taka, jakby nam niepodległość zabierali, do więzień wtrącali, jeść nie pozwalali. Czuma syn mówi nie kłamcie – niedobrze. “Dziennik” mówi nie bądźmy dwulicowi – też niedobrze. Bo nie chodzi o treść, lecz, mili państwo, o formę. Czuma sypał wulgarnymi określeniami, “Dziennik” ohydnie szantażował.

To te dwie rzeczy – wulgaryzmy Czumy i szczeniacki szantażyk “Dziennika” – są główną issue w blogosferze. Nie jest nią uchylanie się od odpowiedzialności przed sądem za własne słowa, nie jest nią fakt, że pani prezes Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ma dwie twarze, nie są nią też takie słowa owej prezes (za “Dziennikiem”):

Gdyby znano moje nazwisko, to każdy polityk czy dziennikarz, którego krytykowałam, mógłby mnie pozwać – choćby o 10 tysięcy złotych odszkodowania. A ja nie miałabym szans w zderzeniu z ich prawnikami.

A tymczasem to właśnie nad nimi powinniśmy się pochylić, to je powinniśmy cytować. Bo oto pani Katarzyna uważa się za osobę, której z jakiegoś powodu nie wolno pozywać. Mnie wolno pozywać, moich kolegów dziennikarzy można pozywać, mojego sąsiada mogę pozwać, nawet prezesa PiS można pozwać, ba, można z nim wygrać. Pani Katarzyny nie wolno. Ma ona święte i niezbywalne prawo na podstawie strzępków wyguglowanych informacji tworzyć alternatywną rzeczywistość, której bohaterami są znane z imienia i nazwiska osoby, i nie ponosić za to żadnej odpowiedzialności. A prawo takie ma, bo – uwaga, uwaga – sama je sobie nadała.

Oprócz nadania sobie statusu świętej krowy i żądania, żeby wszyscy go respektowali, bo tak, pani prezes wymyśliła, jak być i nie być jednocześnie. Nie dbająca o popularność ani o laury blogerka zaczęła rozmawiać z dziennikarzami. Wywiady, autografy, o ja zawiedziona, o ja niezależna, o jak mnie wszyscy chcą w redakcji, ale ja odmawiam, och, ach. Robert Mazurek, który z tą panią się spotykał, obrał sobie rolę jej trybuny propagandowej. Jego prawo.

Ale nieujawnianie informacji, w których posiadaniu się jest, rzadko w mediach stanowi prawo. Jeśli więc “Dziennik” dowiedział się, kim jest uparcie strzegąca prawa do – cytując komentarz Pawła Wrońskiego z “GW” – strzelania zza węgła internautka, nie widzę powodu, dla którego miałby tego nie podać do publicznej wiadomości. Styl, w jakim wykonał swoją powinność, telefony, straszenie, próby, ekhem, “negocjacji”, i wreszcie szopka pod hasłem nie ujawniamy nazwiska, tylko podajemy wszystkie dane, to obrzydlistwo. Jeśli nieprawdą jest informacja o szkoleniu przez jej fundację dziennikarzy TVP Kwiatkowskiego, to kataryna ma nawet szansę odegrać się w sądzie.

Ci, na których temat nieprawdę napisała kataryna, też taką szansę już mają. Dzięki “Dziennikowi”. Ale droga do ucywilizowania sytuacji, w której strzelający w plecy anonim uważany jest za bohatera, niestety wciąż daleka. I, wbrew temu, co powiedział lekceważąco kolega z telewizji, powinna być ona przedmiotem troski nas wszystkich, a nie tylko garsteczki blogerów politycznych. Bo te insajderskie problemy dotyczą każdego, kto kiedykolwiek został obrażony bądź pomówiony w internecie.

Kategorie: Blogosfera · Internet · Media