Marta Wawrzyn

Wpisy od kwiecień 2009

Głupota dziennika “Dziennik”, przykład kolejny

22/04/2009 · 1 komentarz

Na czołówce “Dziennika” znalazłam tekst o wzroście polityków (na wypadek, gdyby zniknęło w tajemniczych okolicznościach – screeny tu). Twierdzą, że cytują wpis z bloga Kazimierza Marcinkiewicza:

Okazuje się, że państwową tajemnicę ujawnia na swoim blogu Kazimierz Marcinkiewicz. Według byłego premiera Lech Kaczyński ma 168 cm i jest o jeden centymetr wyższy od swojego brata bliźniaka. W internecie można znaleźć też inne wymiary głowy państwa – najniższy wynik to 163 cm, czyli tyle, ile wymieniła w wywiadzie Olejnik.

Zerkam więc na blog Kazia, a tam nowego wpisu ni hu hu. Wpisuję w Google “Kazimierz Marcinkiewicz wzrost” i wchodzę wprost na blog byłego premiera. Dokładniej, tutaj wchodzę. Tak, tak, wzrok was nie myli. Jest to komentarz internauty sprzed niemal roku. Internauta ów nie powołuje się na żadne źródło, tylko podaje cyferki. Te, które zacytował “Dziennik”. Aby się upewnić, przejrzałam blog Marcinkiewicza na piechotę. Nigdzie nie pisze o wzroście Kaczyńskiego ani żadnego innego polityka.

Kolegom z “Dziennika” gratuluję. Znowu nabraliście paru naiwniaków nabijających wam licznik odwiedzin. Well done.

Kategorie: Głupota · Media · Polityka

Jak “Dziennik” dorwał “Fakt” zamiast Palikota

17/04/2009 · Dodaj komentarz

Kupiłam dziś rano “Dziennik”. Otwieram, co ja mówię, nawet otwierać nie musiałam. Już na jedynce zaatakował mnie tytuł “Palikot wślizguje się do Klarysewa?” i taki oto tekścik (z internetu już zniknął, ale zachowałam sobie screeny, do poczytania tutaj):

Firma widmo, rzekomo działająca w Norwegii, złożyła wniosek o wynajęcie rezydencji prezydenta RP w Klarysewie. QGA & Partners nie jest zarejestrowana ani w Polsce, ani w Norwegii, a jej warszawska siedziba to zamknięte na głucho mieszkanie prywatne. Nie ma nawet telefonu. Kto za nią stoi? Tropy prowadzą do posła PO Janusza Palikota, któremu już trzykrotnie odmówiono udostępnienia prezydenckiej willi.

Mała próbka:

Ale fajny michałek!, myślę sobie i rzucam się na szóstą stronę, gdzie jest reszta tekstu. Okazuje się, że to cały elaborat, podpisany przez dziennikarza śledczego (!). A niech mnie, toż to jakaś poważna sprawa jest, może przekręt jakiś nowy palikotowy! Zwłaszcza że na górze stronicy jest wielki, wyraźnie zatroskany Palikot. Dorwali go!

Czytam więc i czytam, i… poznaję. Już sam pytajnik w tytule nie wróży najlepiej. Jedno zdanie od Palikota, zapewne SMS. Wyraźne zaprzeczenie. Po co miałby zaprzeczać, gdyby to była jego zabawka? Pochwaliłby się, dowcipem rzucił, reklamę sobie od razu zrobił.

Zostawiłam więc to nieszczęsne dziełko i zabrałam się za szukanie innych michałków. Po paru godzinach michałek pojawił się sam i to znacznie bardziej smakowity, niż mogłam sobie życzyć. “Wprost”:

“Wprost” ustalił, kto kryje się za rzekomą “kolejną prowokacją Janusza Palikota” nagłośnioną przez “Dziennik” – to dziennikarze “Faktu”, których redakcja mieści się dwa piętra nad kolegami z “Dziennika”. Nieoficjalnie potwierdzili nam, że złożyli wniosek do Kancelarii Prezydenta podając zmyśloną nazwę i siedzibę firmy aby sprawdzić, czy im uda się sztuka, jaka nie powiodła się Palikotowi.

Dziennikarstwo schodzi na psy. Można dziś napisać już wszystko, byle postawić na końcu znak zapytania. Przecież nie będę się ze wszystkimi procesował – mówi “Wprost” o tej sprawie Palikot.

Nie sposób się z nim zgodzić, zwłaszcza że sam specem od pytajników jest całkiem znanym. Ale pal go licho, nie o niego tu chodzi, lecz o “Dziennik”. Wystarczyło, żeby ów “dziennikarz śledczy”, autor kłamstwa na pierwszej stronie ogólnopolskiej gazety, którą czytają tysiące ludzi, uważnie posłuchał, co ma do powiedzenia sam główny zainteresowany w tej sprawie. I uznał, że skoro nie ma dowodów, iż mówi nieprawdę, to może jednak warto dać mu wiarę, przynajmniej na papierze. Inaczej to się nazywa pomówienie.

Kiedy obserwuję skalę koloryzowania, przeinaczania i pospolitego kłamania w tzw. mediach tradycyjnych, trafia mnie szlag. Dla wydawcy serwisu internetowego każdy dzień jest jak prima aprilis. Czytając każdego niusa musi pomyśleć, ile w nim prawdy i czy warto rzecz podawać dalej, czy tylko się wygłupimy. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad stworzeniem bloga albo nawet serwisu w sieci typu “watch”, monitorującego media tradycyjne właśnie.

Pytanie tylko, czy da się tropić insynuacje niskim nakładem środków i samemu przy tym oprzeć się pokusie insynuowania.

Kategorie: Głupota · Media

Obama ujawnia barbarzyństwo Busha

17/04/2009 · 1 komentarz

Rozbieranie do naga, bicie po twarzy, podtapianie, wielogodzinne trzymanie w niewygodnej pozycji, pozbawianie snu w pozycji stojącej nawet przez 11 dni, manipulowanie dietą, tak żeby więźniowi zaczęło brakować podstawowych składników, próba zamknięcia więźnia w celi z gąsienicami, co do których wmówiono mu, że są jadowite. Takimi to metodami przesłuchiwała w ostatnich latach więźniów Centralna Agencja Wywiadowcza.

Odtajnione przez Departament Sprawiedliwości dokumenty (w całości można je przeczytać TUTAJ) to 80 stron lektury, od której przeciętnemu zjadaczowi chleba włos się powinien zjeżyć na głowie. Bo to nie film o agentach, ale zdarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości.

Lektura jest tym straszniejsza, że są to napisane chłodnym, konkretnym językiem opinie prawne, w których szczegółowo objaśnia się, co można, a czego nie można zrobić z przesłuchiwanym. Na przykład bijąc po twarzy należy uderzać “z liścia”, uważając, żeby nie włożyć palców do oka więźnia. Celem takiego uderzenia nie jest sprawienie bólu, lecz wywołanie szoku psychicznego, wyjaśniają prawnicy. A to dopiero początek. W podobny sposób napisano, ile więźnia można trzymać w pionie bez snu albo w jakich temperaturach i na jakich głębokościach stosować podtapianie.

Okropieństwa ze średniowiecza rodem. Liberalna Ameryka jest w szoku i domaga się kar. Prezydent Obama mówi, że karać nie będzie, a już z pewnością nie agentów, którzy tylko robili, co im kazano. I obiecuje, że takich metod jego kraj stosować nie będzie nigdy więcej.

Oh, really? Oczywiście, to bardzo chwalebne, że Barack Obama wierzy, iż może coś zmienić. Jeszcze bardziej chwalebne, że (jeśli) podejmuje działania w tym kierunku. Ale zdjęcie klauzuli “top secret” z dokumentów kompromitujących poprzednika to jedno, a sprawienie, żeby do takich metod nie trzeba się było uciekać, to drugie. Raczej niemożliwe do realizacji, bo wymagałoby, żeby przed Ameryką zmieniła się reszta świata.

Z przerażenia, jakie Ameryka przeżyła 11 września, Amerykanie wyszli również dzięki mocnej reakcji ówczesnej administracji. Dziś, kiedy bezpośrednie zagrożenie już minęło, łatwo jest się bawić w jedynego sprawiedliwego. I po cichu kontynuować politykę poprzednika.

Kategorie: Ameryka · Polityka · Terroryzm · Świat

Ratunku, poseł mnie molestuje! SMS-ami!

15/04/2009 · Dodaj komentarz

Miałam dziś interes do jednego posła. Malutki, na telefon. Jako że poseł ów telefonów odbierać nie ma zwyczaju, posłałam długaśnego SMS-a, na którego przyszła jednosylabowa odpowiedź. Owa jedna sylaba była dokładnie tym, o co mi chodziło, więc odpisałam, że dziękuję i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zajęłam się czym innym.

Kiedy zobaczyłam nazwisko tego posła na wyświetlaczu komórki parę godzin później, zdziwiona nie byłam. Tak to już bywa, że zmieniają zdanie albo chcą coś dopowiedzieć. Wszystko fajnie, ale Nic do wyświetlenia!? OK, widać nie do mnie. Rąbnęło mu się, też kiedyś wysłałam SMS-a do jednego polityka zamiast do własnej matki. Pazurki się omsknęły.

Pięć minut później przyszedł kolejny SMS. Liczyłam na wyjaśnienie, a tu znowu Nic do wyświetlenia. I zaczęło się. Jeden za drugim, w przeróżnych odstępach czasowych, żeby było trudniej ogarnąć. Po kilkunastu wiadomościach odpisałam Bardzo proszę przestać spamować!. I dostałam odpowiedź: Nic do wyświetlenia. Wyłączyłam więc telefon, odcinając się od świata w środku dnia pracującego.

Drżącymi rękami włączyłam go z powrotem wieczorem, by odebrać jeszcze trochę poselskiego spamu. Razem uzbierało się 31 sztuk. Wyjaśnienia ani pół. Jakby to normalne było. Więc ja pytam, wbrew pozorom całkowicie na poważnie, dlaczego ludzie, którzy nie są w stanie opanować obsługi telefonu komórkowego roszczą pretensje do opanowania kraju i świata? Podobnie jak tacy, którzy nie potrafią wysłać maila i wkleić notki na własny blog?

Skąd my ich, do ciężkiej cholery, bierzemy, jakim cudem wynosimy na piedestał i czemu to właśnie oni rządzą tym biednym krajem? Ludzi bardziej kompetentnych naprawdę nie brakuje.

Kategorie: Głupota · Polityka