I ty możesz być posłem Palikotem. Wystarczy, że weźmie cię za niego paru internautów, a potem rzecz podchwyci znana ogólnopolska gazeta.
Dzwonili dziś do mnie z jednej z największych gazet. Piszą o kongresie PiS i Palikocie na kongresie PiS. Chcieli zapytać, czy byłam Palikotem na nowohuckiej imprezce. Gdyby nie szok, jaki wywołał we mnie fakt, że teoryjką, którą widziałam w okolicach internetowych trollowisk, interesuje się poważna gazeta, pewnie bym zareagowała z nieco większym refleksem i rzuciła jakimś dowcipaskiem, sugerując, iż bywam nie tylko Palikotem, ale czasem to nawet i Gosiewskim.
Stało się jednak jak się stało, znaczy cierpliwie wytłumaczyłam koledze z prasy drukowanej, że powtarza jakieś kosmiczne bzdury. A na jego sugestię, że skoro ja piszę o pośle z Lublina tak często i tak dobrze, to może coś w tym jest, wypaliłam, iż owszem, lubię tego pana wyjątkowo, z powodów różnych, w tym jednego szczególnego: bo on się sprzedaje. Ludzie chcą o nim czytać. A ja jestem od dostarczania gawiedzi tego, co gawiedź chce.
Już umieram z ciekawości, jak mnie tam zacytują, ale to pikuś. Jeden dzień i po sprawie. Muszę jednak przyznać, że to ciekawa sprawa, kiedy człowiek pozna na własnej skórze wagę plotki pomnożonej razy milion. Pogadasz z kimś pięć minut i już wszyscy są przekonani, że go znasz. Napiszesz parę razy o kimś pochlebnie i myślą, że ci za to płaci. Jesteś na kongresie PiS i czytasz czyjąś relację, a potem ją cytujesz, bo kongres nudny jak flaki z olejem i nie ma nic lepszego do napisania, tymczasem o czymś pisać trzeba – wmawiają ci, że ją napisałeś. I teraz weź tu, mądralo, udowodnij, że nie jesteś wielbłądem.
Troll i tak wie lepiej. Troll wie wszystko lepiej. Troll ma nad szarym dziennikarzyną potężną przewagę w postaci sporej ilości wolnego czasu oraz prostego i szybkiego “ctrl+c”, “ctrl+v”. Jest wszechwiedzący, wszechobecny i wszechmocny, skoro jego mądrościami interesować się zaczynają media pozainternetowe, całkiem na poważnie analizując styl mojej skromnej osoby i jego podobieństwa do stylu innej, nieco mniej skromnej osoby.
Proponuję jeszcze przyjrzeć się numerowi buta, kołnierzyka i czcionce na blogu. Jeśli znajdziecie pięć podobieństw, będę musiała przyznać: jestem Palikotem. I lesbijką. Rudowłosą. Nienawidzącą fryzjerów, za to kochającą kota własnej mamy. Szok, co? I skandal na dodatek.
PS. O niemieckich korzeniach dziadka wspomniałam?