Marta Wawrzyn

Wpisy od luty 2009

Tarantino kontra naziści

22/02/2009 · 2 komentarzy

Ach! Natknęłam się przypadkiem w sieci na ten plakat i jestem absolutnie zachwycona.

To nowy film Quentina Tarantino, który tym razem bierze się za historię II wojny. W “Inglorious Bastards” prawdy historycznej podobno nie ma wiele, jest za to Brad Pitt, dużo krwi (ponoć jest jeszcze drastyczniej niż do tej pory – skalpowanie, wyrzynanie swastyk na czole i inne cuda) oraz ta sama jazda po konwencji, co zwykle.

Film będzie na ekranach w sierpniu/wrześniu. Na razie jest trailer.

Kategorie: Film

Głos 12-latki przeciw aborcji hitem YouTube

17/02/2009 · 1 komentarz

Zawsze uważałam, że jest coś niewłaściwego w dzieciach protestujących przeciw aborcji. Katolicy mówią co prawda, że dziecko jest najlepszym argumentem pro life, ale właśnie – jest argumentem, a nie przedstawia argumenty. Jest argumentem, jest rzeczą, jest kukiełką w grze, z której nic nie rozumie. Nie ma poglądów na dany temat, bo i jak ma je mieć – mimo to je przedstawia publicznie. Ponieważ jakiś nawiedzony dorosły mu tak kazał. To chore.

Cóż jednak zrobić z 12-letnią dziewczynką, z przekonaniem wygłaszającą monolog zaczynający się takimi oto słowami:

Co gdybym Ci powiedziała, że właśnie w tej chwili ktoś wybiera, czy masz żyć czy umrzesz? A gdybym Ci powiedziała, że wybór ten nie jest oparty na tym, co potrafisz, lub czego nie potrafisz zrobić, co zrobiłeś w przeszłości lub możesz zrobić w przyszłości? A gdybym Ci powiedziała, że nie możesz nic na ten wybór poradzić?

Dziewczynką, która ponoć godzinami siedziała nad szkolną prezentacją na ten drażliwy temat, mimo że odwodzili ją od tego rodzice i nauczyciele. Dziewczynką, która każdym swoim słowem porusza w nas wszystkie struny. Dziewczynką, której przemowę ogląda co godzinę na YouTube kilka tysięcy ludzi z całego świata (w chwili gdy to piszę widziało ją już prawie 150 tysięcy internautów).

Możesz powiedzieć, że to marketing, PR, szopka przygotowana przez dorosłych, zgrabnie wyrecytowany wierszyk. Możesz, a nawet powinieneś poszukać dziur w tej argumentacji, wszak wiesz, że w życiu nie ma aż tak czarno-białych kwestii. Możesz zwalić winę na rodziców, którzy wrzucili kontrowersyjną mowę swojego dziecka na YouTube, kto ich tam wie w jakim celu.

Ale jeśli widziałeś choć parę razy w życiu polskich posłów dukających coś na sejmowej mównicy, jeśli choć raz widziałeś mlaskającego prezydenta i bełkoczących ministrów, nie będziesz w stanie odmówić temu dziecku wielkiego talentu i niesamowitej siły przekazu. I wiesz, że miałbyś niezły orzech do zgryzienia, gdyby ci powiedziała, że najpierw chce wygrać wybory, a potem zbawić świat. :)

Kategorie: Internet · Społeczeństwo

Przyjazność państwa dziurawego

15/02/2009 · Dodaj komentarz

Jako że mam dość oszwabiania mnie przez państwo i jestem właścicielką ponad 2-hektarowego ugorka, zaczęłam się zastanawiać nad oficjalnym zostaniem farmerem. Działalność gospodarczą zatrzymujemy, podateczki płacimy tak jak dotąd, tylko ubezpieczamy się nie za 9 stów na miesiąc, lecz za niecałe 3 stówy na kwartał.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że aby zostać zacnym KRUS-owcem – wszak wiadomo, że to o KRUS, a nie uprawę ugorka chodzi – należy płacić bardzo niskie podatki z działalności pozarolniczej. Nieco ponad 2600 zł na rok.

Suma jak z kosmosu, taka niska znaczy. Mnie, przedsiębiorcę, państwo oszwabia z takiej w 2-3 miesiące. Jeśli dorzucić VAT i ZUS, to wychodzi na to, że oddaję państwu w miesiąc tyle, co KRUS-owiec w rok. Zastanawia mnie, jakim cudem mieszczą się w owej sumce moi koledzy dziennikarze KRUS-owcy. Zapewne cudem właśnie. Przez duże “C”.

W tym cudownym państwie każdy, kto próbuje uczciwie się dorobić, polega. Dla magików, znających cudowne sztuczki, jest ono za to dziwnie łaskawe. Dziś piszę to z poziomu naiwnego dzieciaka, który jeszcze wybałusza czasem oczęta, widząc te dziwy – w związku z czym czuję się rozdrażniona. Ale zapewne długo takowym dzieciakiem nie pozostanę i już wkrótce tego rozdrażnienia czuć nie będę.

Pora nauczyć się doceniać uroki dziurawego państwa. Bo to prawie jak przyjazne państwo. Ba, nie prawie, lecz lepiej! Państwo dziurawe to państwo przyjazne nie wszystkim, lecz tylko wybrańcom. Którzy na dodatek wybierają się sami. Ale nie ma co narzekać ani wypominać, przecież i ty możesz być wybrańcem. Wystarczy trochę ruszyć głową.

Prawda?

Kategorie: Gospodarka · Polska · Prawo

Michelle Obama na okładce “Vogue”

15/02/2009 · Dodaj komentarz

Amerykańska Pierwsza Dama ozdobi okładkę marcowego magazynu “Vogue”. Do mediów przeciekło już okładkowe zdjęcie Michelle Obamy autorstwa Annie Leibovitz.

Niektórym skojarzyło się z jednym z portretów Jackie Kennedy.

Inni przypominają, że Michelle nie pozuje “Vogue” jako pierwsza z prezydenckich żon. Ponad 10 lat temu na okładce tego magazynu pojawiła się Hillary Clinton i to właśnie ona przetarła szlak.

Kategorie: Ameryka · Celebrities · Polityka

Parada hipokrytów

14/02/2009 · 8 komentarzy

Scenka 1

Na krakowskim kongresie PiS-u spotkałam znajomą z czasów studiów w IDiKS-ie. Dziewczyna dziś pracuje w radiu VOX. Biega po mieście za dziurami w moście, zepsutymi autobusami, radnymi miejskimi, a czasem to nawet za Zbigniewem Ziobrą. Na kongres trafiła z przypadku, bo ją oddelegowali. Pojęcie o polityce ma przeciętne. Prezydent? No Kaczyński. Były premier też Kaczyński. Odróżnić się nie dadzą. Gosiewski? Chyba gdzieś słyszałam to nazwisko. Natalli-Świat? WTF??? Gwiazdy jakieś? Normalni ludzie, do których można podejść i zadać jakiekolwiek pytanie. O, na przykład ten pan, co tak fajnie wypadł na mównicy, kto to? Jacek Kurski. Ma zwyczaj nazywać dziennikarki córuchnami bądź pytać, czy stażystka. Aha, to pójdę sprawdzić, może jednak będzie fajna setka. O, Kaczyński! Trzeba go nagrać!

I tak pobiegła dziewczyna za Jarosławem i jego świtą, włącznie z borowikami dwoma (którzy za nim łażą, bo jest podobny do prezydenta). Wódz zatrzymał się na moment, coś tam wymruczał, po czym do akcji weszli panowie w czerni. Trochę ją to zdziwiło. Potem było już tylko gorzej. Pan prezes, w ramach łagodzenia wizerunku jednał się z internautami, udzielając dłuższego wywiadu Onetowi. Na czacie. Czynił to na specjalnie odgrodzonym (krzesłami i sznurem) fragmencie przestrzeni. Widowisko, nim się rozpoczęło, zaczęło zbierać gapiów. Nadszedł prezes, za nim przytuptał BOR, powiedzieli, że nie wolno patrzeć na wodza. No to tłum się rozproszył.

Koleżanka zszokowana. No bo jak to, ten człowiek jest politykiem? Jak ktoś, kto traktuje innych ludzi w ten sposób, może być politykiem? Przecież on się zachowuje jak wielkie panisko pośród plebsu! Dlaczego Wy (tu poczułam palec oskarżycielsko wycelowany w moją skromną osobę) o tym nie piszecie!? Przecież takie rzeczy trzeba nagłaśniać, za kogo on się uważa! Prezes jak prezes, tak już ma. Wolimy do niego nie podchodzić w Sejmie i tyle. Chyba że większą grupą. Czyś ty na głowę upadła!? Przecież ludzie tego nie wiedzą, napisz o tym! Napiszę…

Scenka 2

Siedzimy wczoraj rano w Sejmie, niewiele się dzieje. Kolega z jednego z portali ma nagrywać o komisji ds. śmierci Olewnika. Idzie do posła Arkadiusza Mularczyka z PiS, nie tylko człowieka, który posiada już pewną wiedzę na temat funkcjonowania komisji śledczych, ale i jednego z głównych promotorów nowej komisji. Mularczyk odmawia komentarza. Mówi, że nie podoba mu się sposób, w jaki jest on prezentowany na tymże portalu. Ale o co chodzi??? O zdjęcia chodzi, proszę pana, o zdjęcia! Pan poseł wygląda na nich nie tak jak trzeba. Jak nie on. Nie będzie gadał z takimi, którzy nawet nie potrafią pokazać go właściwie.

Kolega przychodzi do nas, do stolika. Opowiada całą hecę. Ja krzyczę: No to masz niusa! On patrzy zaskoczony: Jakiego niusa? No, że Mularczyk ma hopla na punkcie własnego wyglądu! A nie, nie puszczę tego przecież. No to ja chętnie napiszę. No coś ty, zwariowałaś? Nie pisz, to była prywatna rozmowa, nie pisz o tym.

Więc nie napisałam. Ale opowiedziałam hecę własnemu szefowi. Rafał nie miał problemu z “prywatną rozmową” na sejmowym korytarzu. Napisał. Ja, pewna, że zostanie to potraktowane w kategoriach żartu, pokazuję tekst Rafała koledze z owego pokrzywdzonego portalu. A kolega na to: To jest chamstwo! Czy ty w ogóle wiesz, jak ty się zachowałaś? Ja ci coś mówię w zaufaniu, a ty mi takie numery wycinasz!? No nie, to jest cios powyżej pasa. Czy ja ci kiedykolwiek ukradłem niusa? No powiedz, ukradłem!? Jak ja ci teraz mam ufać, skoro ty mnie sprzedałaś? Jak ja teraz będę wyglądał przed posłem Mularczykiem? Będzie, że jestem papla, a on mi przecież to na ucho, w zaufaniu powiedział!

A nie jesteś papla? Kolega odszedł zraniony i przekonany o swojej krzywdzie. Ja, troszeczkę skonfundowana na początku, już, już chciałam przepraszać, ale w miarę jak w moją stronę były ciskane kolejne zarzuty, oprzytomniałam. I nagle, po okresie coraz większego bratania się z tym całym tałatajstwem, dotarło do mnie, na czym polega moja praca. I że już jej nie wykonuję tak jak na początku, jesienią, kiedy to wiele rzeczy na Wiejskiej mnie zachwycało, porażało, irytowało. A ja je spisywałam, i to nie z punktu widzenia jednego ze starych wyjadaczy, łaskawie cytującego same oficjalne opinie i płaszczącego się, by były one jak najpiękniejsze, lecz normalnego człowieka, który cały ten cyrk ma w nosie i tylko czeka na okazję, żeby się pośmiać z potknięcia klaunów.

Wniosek

Teraz wracam, a moim klaunem jest kolega z okolic dziennikarskiego stolika, który nad wagę informacji, że jeden z posłów ma fioła na punkcie swojego pięknego lica, przedkłada dobre stosunki z owym posłem. Te same dobre stosunki, które panu posłowi nie pozwalają odezwać się na łamach jego portalu. Nawet nie dlatego, że partyja każe, ale z powodu własnego kaprysu, prawdopodobnie powstałego ad hoc, wszak pan poseł jako naczelny czumolog partyi chwilowo jest na fali i może przebierać w ofertach występów przed kamerą. Chwilowo.

Takie przykłady mniejszej lub większej hipokryzji to na Wiejskiej chleb powszedni. Chcesz mieć dobry materiał? Idź z zaprzyjaźnionym politykiem na kawę i wypytaj go, co chciałby ci “sprzedać”. Bierz, co ci daje, ale, broń Boże, nie opisuj kulisów spotkania. Choćby były stokroć lepszym niusem, niż ochłap, który dostałeś. Ty masz pisać o tym, o czym on chce, żebyś pisał. Czasem możesz być ostry, ale w granicach wyznaczonych przez drugą stronę. Jak polityk mówi “Ale pani tego nie powie”, to pani tego nie powie i już. Dokładnie tak jak uczyniła to Monika Olejnik, która mając sensacyjnego niusa, niby to poza anteną, szybko zmieniła temat, zamiast skarcić ministra za gapiostwo i pociągnąć go za jego, i tak długaśny, język.

Oby szlag trafił całą tę pieprzoną hipokryzję środowiska, które uczy Polaków moralności, rozlicza polityków z byle pierdół, rozdmuchując je do granic możliwości, a po kątach umawia się, kogo i za co może ścigać, a kogo sobie odpuści. Które ostrzega ministra przed złym niedoszłym rzecznikiem, ustala pytania przed wywiadem i wybiera zdjęcia pod dyktando polityków. Które ściga Biedronkę za wyzysk, a samo zapieprza jak szalone na umowach o dzieło, bo etaty w tej branży to mają Lis z Durczokiem i niewielu więcej. Które dmie w trąbę populizmu, czyniąc niewiarygodnymi własne poglądy i działania.

Babrajcie się dalej w sosie własnym, ja już wolę być małpą z czerwonym laptopem. Która szalenie lubi podsłuchiwać. :)

Kategorie: Głupota · Media

Autor słynnego portretu Obamy aresztowany

08/02/2009 · 1 komentarz

Shepard Fairey, autor biało-niebiesko-czerwonego portretu Obamy z napisem “Hope” ma ostatnio pecha. Właśnie został aresztowany w Bostonie.

Kilka dni temu odszkodowania żądała agencja AP, która twierdzi, że słynny portret “Hope” to kopia ich zdjęcia z kwietnia 2006. Faktycznie, choć portret ulicznego artysty jest znacznie bardziej znany niż zdjęcie, nie da się zaprzeczyć, że to foto powstało wcześniej, a podobieństwo jest więcej niż uderzające.


Ale na tym nie koniec kłopotów pana Faireya. Jak donosi, nomen omen, agencja AP, artystę właśnie aresztowano w Bostonie za niszczenie własności publicznej za pomocą graffiti. Chodzi tu o sprawy z przeszłości. W teraźniejszości Shepard Fairey jest już całkiem znany w środowisku twórców, właśnie miał otwierać swoją pierwszą wystawę w Instytucie Sztuki Współczesnej w Bostonie.

Takie to problemy ma człowiek, którego portret Obamy widziało pół świata, a pół Ameryki kupiło w postaci przypinek.

Kategorie: Ameryka · Polityka

Jak zostałam Palikotem

02/02/2009 · Dodaj komentarz

I ty możesz być posłem Palikotem. Wystarczy, że weźmie cię za niego paru internautów, a potem rzecz podchwyci znana ogólnopolska gazeta.

Dzwonili dziś do mnie z jednej z największych gazet. Piszą o kongresie PiS i Palikocie na kongresie PiS. Chcieli zapytać, czy byłam Palikotem na nowohuckiej imprezce. Gdyby nie szok, jaki wywołał we mnie fakt, że teoryjką, którą widziałam w okolicach internetowych trollowisk, interesuje się poważna gazeta, pewnie bym zareagowała z nieco większym refleksem i rzuciła jakimś dowcipaskiem, sugerując, iż bywam nie tylko Palikotem, ale czasem to nawet i Gosiewskim.

Stało się jednak jak się stało, znaczy cierpliwie wytłumaczyłam koledze z prasy drukowanej, że powtarza jakieś kosmiczne bzdury. A na jego sugestię, że skoro ja piszę o pośle z Lublina tak często i tak dobrze, to może coś w tym jest, wypaliłam, iż owszem, lubię tego pana wyjątkowo, z powodów różnych, w tym jednego szczególnego: bo on się sprzedaje. Ludzie chcą o nim czytać. A ja jestem od dostarczania gawiedzi tego, co gawiedź chce.

Już umieram z ciekawości, jak mnie tam zacytują, ale to pikuś. Jeden dzień i po sprawie. Muszę jednak przyznać, że to ciekawa sprawa, kiedy człowiek pozna na własnej skórze wagę plotki pomnożonej razy milion. Pogadasz z kimś pięć minut i już wszyscy są przekonani, że go znasz. Napiszesz parę razy o kimś pochlebnie i myślą, że ci za to płaci. Jesteś na kongresie PiS i czytasz czyjąś relację, a potem ją cytujesz, bo kongres nudny jak flaki z olejem i nie ma nic lepszego do napisania, tymczasem o czymś pisać trzeba – wmawiają ci, że ją napisałeś. I teraz weź tu, mądralo, udowodnij, że nie jesteś wielbłądem.

Troll i tak wie lepiej. Troll wie wszystko lepiej. Troll ma nad szarym dziennikarzyną potężną przewagę w postaci sporej ilości wolnego czasu oraz prostego i szybkiego “ctrl+c”, “ctrl+v”. Jest wszechwiedzący, wszechobecny i wszechmocny, skoro jego mądrościami interesować się zaczynają media pozainternetowe, całkiem na poważnie analizując styl mojej skromnej osoby i jego podobieństwa do stylu innej, nieco mniej skromnej osoby.

Proponuję jeszcze przyjrzeć się numerowi buta, kołnierzyka i czcionce na blogu. Jeśli znajdziecie pięć podobieństw, będę musiała przyznać: jestem Palikotem. I lesbijką. Rudowłosą. Nienawidzącą fryzjerów, za to kochającą kota własnej mamy. Szok, co? I skandal na dodatek.

PS. O niemieckich korzeniach dziadka wspomniałam?

Kategorie: Media · Polityka