Scenka 1
Na krakowskim kongresie PiS-u spotkałam znajomą z czasów studiów w IDiKS-ie. Dziewczyna dziś pracuje w radiu VOX. Biega po mieście za dziurami w moście, zepsutymi autobusami, radnymi miejskimi, a czasem to nawet za Zbigniewem Ziobrą. Na kongres trafiła z przypadku, bo ją oddelegowali. Pojęcie o polityce ma przeciętne. Prezydent? No Kaczyński. Były premier też Kaczyński. Odróżnić się nie dadzą. Gosiewski? Chyba gdzieś słyszałam to nazwisko. Natalli-Świat? WTF??? Gwiazdy jakieś? Normalni ludzie, do których można podejść i zadać jakiekolwiek pytanie. O, na przykład ten pan, co tak fajnie wypadł na mównicy, kto to? Jacek Kurski. Ma zwyczaj nazywać dziennikarki córuchnami bądź pytać, czy stażystka. Aha, to pójdę sprawdzić, może jednak będzie fajna setka. O, Kaczyński! Trzeba go nagrać!
I tak pobiegła dziewczyna za Jarosławem i jego świtą, włącznie z borowikami dwoma (którzy za nim łażą, bo jest podobny do prezydenta). Wódz zatrzymał się na moment, coś tam wymruczał, po czym do akcji weszli panowie w czerni. Trochę ją to zdziwiło. Potem było już tylko gorzej. Pan prezes, w ramach łagodzenia wizerunku jednał się z internautami, udzielając dłuższego wywiadu Onetowi. Na czacie. Czynił to na specjalnie odgrodzonym (krzesłami i sznurem) fragmencie przestrzeni. Widowisko, nim się rozpoczęło, zaczęło zbierać gapiów. Nadszedł prezes, za nim przytuptał BOR, powiedzieli, że nie wolno patrzeć na wodza. No to tłum się rozproszył.
Koleżanka zszokowana. No bo jak to, ten człowiek jest politykiem? Jak ktoś, kto traktuje innych ludzi w ten sposób, może być politykiem? Przecież on się zachowuje jak wielkie panisko pośród plebsu! Dlaczego Wy (tu poczułam palec oskarżycielsko wycelowany w moją skromną osobę) o tym nie piszecie!? Przecież takie rzeczy trzeba nagłaśniać, za kogo on się uważa! Prezes jak prezes, tak już ma. Wolimy do niego nie podchodzić w Sejmie i tyle. Chyba że większą grupą. Czyś ty na głowę upadła!? Przecież ludzie tego nie wiedzą, napisz o tym! Napiszę…
Scenka 2
Siedzimy wczoraj rano w Sejmie, niewiele się dzieje. Kolega z jednego z portali ma nagrywać o komisji ds. śmierci Olewnika. Idzie do posła Arkadiusza Mularczyka z PiS, nie tylko człowieka, który posiada już pewną wiedzę na temat funkcjonowania komisji śledczych, ale i jednego z głównych promotorów nowej komisji. Mularczyk odmawia komentarza. Mówi, że nie podoba mu się sposób, w jaki jest on prezentowany na tymże portalu. Ale o co chodzi??? O zdjęcia chodzi, proszę pana, o zdjęcia! Pan poseł wygląda na nich nie tak jak trzeba. Jak nie on. Nie będzie gadał z takimi, którzy nawet nie potrafią pokazać go właściwie.
Kolega przychodzi do nas, do stolika. Opowiada całą hecę. Ja krzyczę: No to masz niusa! On patrzy zaskoczony: Jakiego niusa? No, że Mularczyk ma hopla na punkcie własnego wyglądu! A nie, nie puszczę tego przecież. No to ja chętnie napiszę. No coś ty, zwariowałaś? Nie pisz, to była prywatna rozmowa, nie pisz o tym.
Więc nie napisałam. Ale opowiedziałam hecę własnemu szefowi. Rafał nie miał problemu z “prywatną rozmową” na sejmowym korytarzu. Napisał. Ja, pewna, że zostanie to potraktowane w kategoriach żartu, pokazuję tekst Rafała koledze z owego pokrzywdzonego portalu. A kolega na to: To jest chamstwo! Czy ty w ogóle wiesz, jak ty się zachowałaś? Ja ci coś mówię w zaufaniu, a ty mi takie numery wycinasz!? No nie, to jest cios powyżej pasa. Czy ja ci kiedykolwiek ukradłem niusa? No powiedz, ukradłem!? Jak ja ci teraz mam ufać, skoro ty mnie sprzedałaś? Jak ja teraz będę wyglądał przed posłem Mularczykiem? Będzie, że jestem papla, a on mi przecież to na ucho, w zaufaniu powiedział!
A nie jesteś papla? Kolega odszedł zraniony i przekonany o swojej krzywdzie. Ja, troszeczkę skonfundowana na początku, już, już chciałam przepraszać, ale w miarę jak w moją stronę były ciskane kolejne zarzuty, oprzytomniałam. I nagle, po okresie coraz większego bratania się z tym całym tałatajstwem, dotarło do mnie, na czym polega moja praca. I że już jej nie wykonuję tak jak na początku, jesienią, kiedy to wiele rzeczy na Wiejskiej mnie zachwycało, porażało, irytowało. A ja je spisywałam, i to nie z punktu widzenia jednego ze starych wyjadaczy, łaskawie cytującego same oficjalne opinie i płaszczącego się, by były one jak najpiękniejsze, lecz normalnego człowieka, który cały ten cyrk ma w nosie i tylko czeka na okazję, żeby się pośmiać z potknięcia klaunów.
Wniosek
Teraz wracam, a moim klaunem jest kolega z okolic dziennikarskiego stolika, który nad wagę informacji, że jeden z posłów ma fioła na punkcie swojego pięknego lica, przedkłada dobre stosunki z owym posłem. Te same dobre stosunki, które panu posłowi nie pozwalają odezwać się na łamach jego portalu. Nawet nie dlatego, że partyja każe, ale z powodu własnego kaprysu, prawdopodobnie powstałego ad hoc, wszak pan poseł jako naczelny czumolog partyi chwilowo jest na fali i może przebierać w ofertach występów przed kamerą. Chwilowo.
Takie przykłady mniejszej lub większej hipokryzji to na Wiejskiej chleb powszedni. Chcesz mieć dobry materiał? Idź z zaprzyjaźnionym politykiem na kawę i wypytaj go, co chciałby ci “sprzedać”. Bierz, co ci daje, ale, broń Boże, nie opisuj kulisów spotkania. Choćby były stokroć lepszym niusem, niż ochłap, który dostałeś. Ty masz pisać o tym, o czym on chce, żebyś pisał. Czasem możesz być ostry, ale w granicach wyznaczonych przez drugą stronę. Jak polityk mówi “Ale pani tego nie powie”, to pani tego nie powie i już. Dokładnie tak jak uczyniła to Monika Olejnik, która mając sensacyjnego niusa, niby to poza anteną, szybko zmieniła temat, zamiast skarcić ministra za gapiostwo i pociągnąć go za jego, i tak długaśny, język.
Oby szlag trafił całą tę pieprzoną hipokryzję środowiska, które uczy Polaków moralności, rozlicza polityków z byle pierdół, rozdmuchując je do granic możliwości, a po kątach umawia się, kogo i za co może ścigać, a kogo sobie odpuści. Które ostrzega ministra przed złym niedoszłym rzecznikiem, ustala pytania przed wywiadem i wybiera zdjęcia pod dyktando polityków. Które ściga Biedronkę za wyzysk, a samo zapieprza jak szalone na umowach o dzieło, bo etaty w tej branży to mają Lis z Durczokiem i niewielu więcej. Które dmie w trąbę populizmu, czyniąc niewiarygodnymi własne poglądy i działania.
Babrajcie się dalej w sosie własnym, ja już wolę być małpą z czerwonym laptopem. Która szalenie lubi podsłuchiwać. :)