W przedszkolu w takich przypadkach biegnie się do pani. Jeśli jesteś prezesem PiS, idziesz do radia.
Jarosława Kaczyńskiego dziś rano w “Sygnałach Dnia” próbowano pytać o sprawę posłanki Kruk, która potrafi “coś tam, coś tam”. Niestety prezes niespecjalnie się dawał. Wykręcał kota ogonem, by w końcu opowiedzieć uroczą historyjkę. Ile w niej prawdy, nie mam pojęcia.
Kaczyński twierdzi mianowicie, że raz w sali obrad pewnemu parlamentarzyście Platformy Obywatelskiej nie podobały się gesty kolegi z PiS. W związku z tym postanowił go… pobić. O kogo chodzi? Jarosław Kaczyński na antenie Jedynki powiedział tylko tyle:
To z jednej strony był poseł Cymański, z drugiej strony poseł Graś. Bo się nie podobało, że ręką ruszał podczas przemówienia przedstawicielki Platformy Obywatelskiej, poseł Graś uznał to za niewłaściwe.
Duży chłop z tego Grasia, trzeba przyznać. Zawsze się go trochę bałam. Cymańskiemu też Bozia wzrostu nie poskąpiła, ale postura już nie ta. Ot, chudzina. Gdybym miała obstawiać, powiedziałabym, że mogłoby mu być ciężko wygrać, chyba że tą pieśnią, którą niemal zawsze ma na ustach.
Żałuję, że mnie nie ma w Sejmie, bo gdyby spytać o sprawę obu panów, byłyby zapewne niezłe jaja. Poseł Cymański z pieśnią na ustach by pewnie oznajmił, że on niczyich pięści się nie boi, ale partia, w której standardy wyznacza ktoś taki jak Palikot, jest niebezpieczna, co widać właśnie w takich sytuacjach. Poseł Graś, z postury bardziej podobny do wielkiego misia, niż dzikiego niedźwiedzia, pewnie by się tylko roześmiał – ale za to tak że cały PiS w promieniu kilometra by się pochował.
Ile prawdy jest w historyjce o chęci pobicia, nie wie nikt. Wiemy jednak, że prezes PiS już próbował ją “sprzedać” dziennikarzom. Co na to dziennikarze?
Wtedy usłyszeliśmy od naszych “prasowców”, że dziennikarze nie są tym zainteresowani.
No tak, nie chcieli… Więc wcisnął ją tam, gdzie nie dało się go zmusić do niemówienia. W “Sygnały PiS”.


