Marta Wawrzyn

Wpisy od lipiec 2008

Kupiłam blog Pana P.

31/07/2008 · Dodaj komentarz

Telewizor, internet, sklep monopolowy, a teraz księgarnie! Janusz Palikot straszy wszędzie.

A było to tak. Człowiek chodzi sobie spokojnie po dużej krakowskiej księgarni, takiej pełnej tych wszystkich kolorowych pierdół, z listą bestsellerów u wejścia. Na półkach same Marquezy, które przeczytał, Pahmuki, które przeczyta, ale nie teraz, Coelho, których nie przeczyta, bo i po co. Nuda, nuda, nuda. Ale człowiek nie ma co robić, ma co prawda spotkanie, ale dopiero za godzinę, gazety nie wziął, laptopa nie wziął, nawet głupi telefon się rozładował – więc nurza się i nurza w tej nudzie strasznej.

Już, już chce wychodzić nudzić się gdzie indziej, aż tu wzrok człowieka przykuwa to:

“Poletko Pana P.”. Wyłożone najbardziej szpanerskim miejscu, w okolicach najbardziej bestsellerowych bestsellerów. Człowiek bierze do ręki, za bardzo nie wiedząc, co wziął. Przegląda, przegląda i oczom nie wierzy. Bo to blog jest! Pan poseł od wibratora wydał swój blog w formie książki, konstatuje ze zdziwieniem człowiek.

Wpisy poukładane w rozdziały, rozdziały opatrzone słowem od autora, pod każdym wpisem podana liczba komentarzy czytelników. Lans jak się patrzy. Ale nie tylko. W książce Palikota czytelnik nawet nieuważny dostrzeże bogatą warstwę emocjonalną, dostarczającą wzruszeń nie gorszych niż te wszystkie Marquezy. Emocje prawdziwego Palikota. I to za jedyne 28 zł (choć internet mi mówi, że o parę złotówek przepłaciłam).

Najbardziej mnie w tym wszystkim dziwi jedno. Książka Palikota jest w księgarniach już co najmniej dwa miesiące. Do tej pory nie słyszałam o niej ani ja, ani nikt z ludzi, z którymi zdążyłam się moim zaskoczeniem podzielić. Po raz pierwszy pan poseł nie zadbał widać o należytą reklamę. Nie włożył koszulki, nie pokazał języka, nie strzelił z wibratora i pozostał niezauważony.

Książki nie przeczytałam i czytać nie zamierzam. Blog Palikota przeglądałam kiedyś dość uważnie, ze względu na pracę. Pomijając parę wyskoków, oceniałam go zawsze jako dobry. Często aktualizowany, pisany niezłą polszczyzną, z dopracowanym layoutem. Na tle blogów polskich polityków wyróżniał się. Widać, że poseł włożył w niego sporo pracy, szkoda, że przez głupie wyskoki zaprzepaścił efekty.

Teraz przeglądam “Poletko Pana P.” w wersji wydrukowanej, w każdym niemal komentarzu do rozdziału odnajdując skargę posła, że on taki biedny, nierozumiany, że robimy z niego klauna zamiast wysłuchać, co ma do powiedzenia, że on tylko prawdę mówi, że zmian chce, że to, tamto, sramto.

I myślę sobie, że z Pana P. mogło coś być, gdyby porzucił błazenadę i zajął się “Przyjaznym Państwem”. Naprawdę się zajął, a nie na niby. Tak jak przez pół roku udawało mu się systematycznie zajmować się swoim świętej pamięci blogiem. Może wtedy nie musiałabym się wstydzić, idąc z jego książką do kasy. Ani tłumaczyć, że kupiłam ją dla jaj.

Kategorie: Cała reszta

Miesiąc

25/07/2008 · Dodaj komentarz

Tak długiego milczenia tu jeszcze nie było. Zastanawiam sie, co dalej z Pazurkiem wordpressowym. Z jednej strony chciałabym co nieco tu odnowić i zaglądać częściej, zwłaszcza że kampania w USA w toku, z drugiej ciężko się za to zabrać, kiedy na Pingerze wszystko jest znacznie łatwiejsze i szybsze. Gdybyż tam jeszcze nie ginęły wpisy na temat wyborów w masie linków i pierdół.

Wygląda na to, że wrócić tak czy inaczej będzie trzeba. Tymczasem zapraszam na Daily Pazurek.

Kategorie: Cała reszta