Czyli smakowity fragment ostatniego “Saturday Night Live”, przemycony przez zwolennika Hillary. Zaczyna się około 40. sekundy, nie przejmujcie się pokazem fotek na początku, to tylko po to, żeby NBC nie wykryła:) Kosi ostatnio równo z YouTube wszystko, co jej. Enjoy:
Jeśli już zdążyli skosić, wideo możecie też obejrzeć TUTAJ. A skoro już ich linkuję, zerżnę też opis (ile to ja już razy pogwałciłam w tym wpisie prawa autorskie? ;>):
The sketch, seen below, depicts a 3AM phone call between Senator Clinton and a very inexperienced President Obama, who calls Hillary in the middle of the night for advice on what to do about Iran and how to fix the heating in the White House.
Z tym ogrzewaniem mnie powaliło zwłaszcza… Bo widzicie, ciągle od kogoś słyszę, że w Białym Domu zimno jak w psiarni. To niewątpliwie będzie jeden z powodów, dla których tam nigdy nie zamieszkam:) Poza konstytucją i innymi takimi…
Na tym kończymy ekspresowe nadrabianie zaległości. Dobrej nocki:)
Baracku Obamo, bądź mi wiceprezydentem!, padło ostatnio z okolic sztabu Clinton. Ledwie się odkuła (a i tak nadal jest w dość kiepskim położeniu – do Obamy brakuje jej ok. setki delegatów), a już zabiera się za ustawianie wszystkich wokół.
Od kilku dni media żyją niusem, który pojawił się nie wiadomo skąd – że Clinton kandydatka chce Obamę na wiceprezydenta. Atmosferę podgrzał Clinton mąż, który zapewnił, że to doskonały pomysł, a dreamteam w postaci jego żony i “czarnego Kennedy’ego” byłby nie do pokonania. I, cholera, chyba trafił! Obama na razie mówi “nie”, bo i cóż ma mówić.
Ale Clintonowie teraz najwyraźniej zamierzają robić, co mogą, by przekonać wyborców Demokratów, że Obama jako kandydat na prezydenta oznacza dla lewicy porażkę. Clinton sama też mogłaby nie podołać. Ale… Tu pozwolicie, że zacytuję sama siebie – z Pardonu (tam też znajdziecie całą linkownię do tej rewelacji):
Czy Clinton go zniszczy, a potem przygarnie? Okaże się prawdopodobnie dopiero w sierpniu. Do tego czasu Demokraci będą walczyć na noże, ujawniając przed wyborcami swoje najgorsze strony. W tym czasie senator McCain spokojnie będzie prowadził kampanię. Na tle ich brudnych wojenek będzie wyglądał jak zbawca.
A tu niespodzianka: Clinton dostaje nominację na konwencji. Wyciąga rękę do Obamy. Ten co prawda się waha, ale dla dobra Ameryki/czarnych/biednych etc. decyduje się jakoś przełknąć to upokorzenie. W listopadzie łatwo i gładko zdobywają Biały Dom.
Niemożliwe?
Sama nie wiem, czy tudzież jak bardzo jest (nie)możliwe. Na pewno jest to sposób na to, by lewica uzyskała pewność, że wykończy McCaina. Można też z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że tandem Obama-Clinton do rzeczy możliwych nie należy. Ale wersja odwrotna granic mojej wyobraźni nie przekracza :)
Oto najnowsza reklamówka Johna McCaina “Man in the Arena” – mistrzowskie zestawienie jego słów z fragmentami przemówień Winstona Churchilla i Theodore’a Roosevelta (sama nazwa reklamówki to tytuł jednej z najsłynniejszych mów Teddy’ego):
Niezły z niego buc, nie? Ale skromnością świata nie zawojujesz – jak to powiedział… filozof :P