Marta Wawrzyn

Hillary jak feniks

05/03/2008 · 2 komentarzy

Kiedy to piszę, NBC i CNN właśnie zgodnie ogłosiły zwycięzcą w Teksasie Hillary Clinton. A za mną kolejna niesamowita noc za Oceanem (relacja live i wszelkie dane, liczby, linki i mniej lub bardziej mądre komentarze dziś tylko w Pardonie – wybaczcie, mam problemy techniczne i nie dałabym sobie dziś rady z obiema naraz;/).

Niesamowite, jak w tej kampanii potrafi odwrócić się karta. Wczoraj zastanawialiśmy się, czy Hillary się wycofa, dziś wygrywa w dwóch dużych stanach (OK, nie znamy jeszcze wyników teksańskich caucuses, ale nawet jeśli polegnie, nie będzie to straszna porażka) i wraca. Uśmiechnięta, silniejsza niż kiedykolwiek wygłasza mowę zwycięstwa w Ohio nie gorszą niż przemówienia Obamy. A tłum skanduje Yes, she will.

A oto i fragmenty victory speech:

Padam już na nos, ale jeszcze pokuszę się o dwa zdania prognozy. Otóż IMO teraz już nie ma szans na rozstrzygnięcie przed sierpniową konwencją. Któreś z nich musiałoby zaliczyć naprawdę dużą wpadkę, by wykończyło się wcześniej. Clinton będzie teraz chciała odkuć się w Pensylwanii. Może jeszcze powalczy o uznanie wyników z Florydy i Michigan. Zadba o superdelegatów (wbrew temu, co donoszą media, to ona ma ich w tej chwili więcej po swojej stronie).

Ale oboje mają poważny kłopot. Kłopot nazywa się John McCain, właśnie zapewnił sobie partyjną nominację i jest w naprawdę komfortowej sytuacji. Może siedzieć z założonymi rękoma i patrzeć, jak ci dwoje skaczą sobie do oczu. I w co gorętszych momentach dorzucać swoje trzy grosze. A przede wszystkim oszczędzać kasę, bo to on ma jej najmniej i to jemu może braknąć w listopadzie.

Tymczasem śpijmy:) Zostawiam Was sam na sam z liczeniem live na stronie NYT. Właśnie coś drgnęło w zliczaniu caucuses w Teksasie. Good night & good luck:)

Kategorie: Ameryka · Polityka