Hillary Clinton Schedules to od wczoraj ulubiona lektura dziennikarzy. Jest to zapis wszystkich dni Hillary jako pierwszej damy. Całość można przeczytać w bibliotece prezydenckiej Clintona - ale nie trzeba z tego powodu udawać się do Little Rock, w sieci też są. :)
Tysiące dziennikarzy i blogerów przebijają się przez ogromniasty dokument (4 lata z życia Hillary = ponad 11 tysięcy stron) na różne sposoby. Najprościej oczywiście wziąć konkretne daty. Przykład? Piękny dzień, kiedy Bill Clinton zabawiał się z Monicą Lewinsky - już wiemy, że Hillary była wtedy w Białym Domu.
Druga sprawa to NAFTA - dziś pani Clinton próbuje zdystansować się do tego porozumienia (jej robotniczy elektorat nie popiera NAFTA), ze schedules wyraźnie wynika, że za czasów prezydentury męża je popierała. Nowe dowody na to dziennikarze odkrywają co chwila. Nie wiadomo, jakie jeszcze rewelacje zostaną wyciśnięte z nowo upublicznionego dokumentu.
Nastroje próbuje tonować niezawodny Politico. To tylko zarys życia Hillary w Białym Domu. Nie ma sensu na jego podstawie udowadniać, że jest przygotowana/nieprzygotowana do funkcji prezydenta. Choć jak na pierwszą damę dość aktywnie uczestniczyła w ustalaniu spraw stricte politycznych. Ale już w podróżach zagranicznych i spotkaniach z przywódcami innych państw robiła jedynie to, co do pierwszej damy należało.
Zapewne znajdą się tacy, którzy spróbują na podstawie tego dokumentu coś udowodnić. Zobaczymy. A że Hillary jest świetnie przygotowana do roli prezydenta, udowodnił już pewien bloger. I to niemal samymi obrazkami ;) Na deser jeden taki obrazek.