Marta Wawrzyn

Wojna o słowa

19/02/2008 · 12 komentarzy

Pazurek ostatnio się leni, przynajmniej na polu blogerskim, ale z tego zrobiła się już taka afera, że po prostu nie wypada nie opisać.

Na dzień przed wyborami w Wisconsin, które mogą się okazać kluczowe dla “być albo nie być” Hillary, jej sztab wyciągnął przemówienie sprzed kilku dni Baracka Obamy, zestawił z mającym 1,5 roku przemówieniem Devala Patricka, gubernatora Massachusetts i przyjaciela kandydata, po czym nazwał wszystko plagiatem:

Just words, tylko kto je wypowiedział, podsumował Marcin Gadziński. No cóż, sama nie wiem. Jest to podobne, sam Obama przyznał, że troszeczkę zapożyczył, a komentatorzy od dwóch dni nic, tylko analizują ten króciutki fragment. I jego skutki.

Choć w innej sytuacji byłaby to pierdoła, która rozeszłaby się bez problemu po kościach, dziś nie jest to takie proste. Jeśli Hillary dziś przegra w Wisconsin, to może być jej koniec. Obama już jej depcze po piętach w Teksasie. Bardzo niewiele już mu trzeba do szczęścia. Dwa tygodnie obnoszenia się ze wszystkimi ostatnimi zwycięstwami dobiłyby Clinton.

Stąd ten atak. Cholernie celny, bo w końcu co jest w Obamie najlepszego? To, jak pięknie mówi. Tyle że on nie mówi od siebie. “Pożycza”. Więc co zostaje fajnego w Obamie? Kurcze no… Nic:)

Kategorie: Ameryka · Polityka