Do stolicy Ukrainy zawitała nowa profesja - donosi Informacyjna Agencja Radiowa. “Specjaliści od bliskich kontaktów” - czyli znani do tej pory chyba tylko z Tokio upychacze ludzi w metrze (btw. czy wiecie, że tam jak się metro spóźni 5 minut, to obsługa wręcza usprawiedliwienia!?).
Upychacze mają być lekiem na problemy, z jakimi boryka się kijowska kolejka - otóż często dochodzi do opóźnień, bo maszynista nie jest w stanie domknąć drzwi z powodu nadmiaru klienteli. Problem ten w Kijowie jest marginalny, bo dotyczy jednej linii, a dokładniej kliku stacji i to jedynie w godzinach porannych.
Jeśli pasażerowie “wystają”, do wagonu wkraczają panowie w pomarańczowych kamizelkach (eh, nie ta klasa, co w Japonii, tam mają szare bądź granatowe mundury i białe rękawiczki) i zabierają się za upychanie narodu. Ten niestety jest mniej zdyscyplinowany niż Japończycy, toteż dochodzi czasem do dantejskich scen. IAR za ukraińską gazetą “Siedognia” opisuje, jak to jedna pani obroniła się przed upchnięciem, a następnie zwymyślała upychacza, wysiadła i pomaszerowała na autobus.
Co by się działo, gdyby upychaczy zatrudniono w Warszawie, wolę sobie nie wyobrażać. “Życie Warszawy” już jęło sprawdzać i wyszło im, że upychanie jeszcze naszej stolicy nie grozi. Ale wieści o takich przyjemnościach przypominają mi, czemu wciąż siedzę w Krakófffku i za nic się stąd nie ruszę.
Ufff. Pora spadać do knajpy, już południe (: Hm, a może ktoś z Was potrafiłby znaleźć foto upychacza? Skończyły mi się pomysły na słowa klucze, a nie mam pojęcia, jak ta profesja zowie się w jakimkolwiek języku;)