Dawne grzeszki Demokraty Baracka Obamy i zrzutka na sterowiec dla Republikanina Rona Paula to - obok politycznej pięści Chucka Norrisa - najgorętsze niusy amerykańskiej kampanii ostatnich dni.
Barack Obama został ostatnio przyparty do muru w trakcie spotkania z wyborcami w Iowa. Zapytany, czy chciałby legalizacji marihuany, kręcił i kręcił, aż wreszcie przyznał, że właściwie tak. Co prawda pod pewnymi (ostrymi) warunkami, ale jednak. Np. wtedy, kiedy miałaby pomóc choremu uśmierzyć ból. W końcu przyznał, że sam miał z tym w przeszłości problem. Za MSNBC:
The question was followed up by another voter asking him, “Unlike other presidents, did you inhale?”
“I did,” Obama said to loud applause and laughter. “It’s not something that I’m proud of. It was a mistake… But you know, I’m not going to. I never understood that line. The point was to inhale. That was the point.
Wygląda jednak na to, media już przełknęły ten grzeszek młodości. Skończyło się na paru wielkich tytułach.
***
Drugi showmen, Ron Paul, zrobił znacznie więcej, by znaleźć się na językach. Właściwie nawet nie on sam. Info o zbiórce na sterowiec-reklamę znalazłam u jednego z tych lewaków z The Huffington Post, Jasona Linkinsa. Komentarz dość ostry. Na szczęście jest link do źródła.

Hmmm… Ci mili państwo zbierają kasę na sterowiec-gigant, na którym zostanie umieszczona reklama ich ulubionego kandydata. Akcja zaczęła się 20 listopada. Potrzeba 350 tys. dolarów. Z tego co widać (wszystko jest przejrzyste, a jakże!), najwięcej, bo “aż” 253 osoby wsparły akcję kwotą 25 dolarów. Tylko 11 śmiałków wpłaciło 5 tys. Ale całość już robi wrażenie - w ciągu niecałych 5 dni zebrano łącznie niemal 100 tysięcy!
Tutaj znajdziecie dokumentację dotychczasowych rozmów z właścicielami maszyn, które można by wynająć na reklamę dla kandydata. Można dokładnie sprawdzić, ile co kosztuje (pilot, paliwo etc.) i jakie cuda w środku zawiera taka bestia. To jest po prostu czyste szaleństwo! Są też wizualizacje, pokazujące, jak Ron Paul Blimp będzie wyglądać nad co większymi miastami.
Zachwycona pomysłowością przeklejam baner. Klikajcie;) A jak ktoś jest prawdziwym libertarianinem i posiadaczem niepotrzebnych 5 tysięcy dolarów - do dzieła!
***
Sprawa nr 3 - czytam sobie ostatnio “Dziennik”, ostatnią stronę i co widzę? Tekst o Chucku Norrisie w spocie Mike’a Huckabee. Coś tam wspólnego miał z moim tekstem z Pardonu, cóż, rzecz absolutnie zrozumiała i wybaczalna, wszak łatwiej zajrzeć na Pardon niż do Białego Domku.
Wszystko fajnie, gdyby nie jedna rzecz. Autor tekstu użył sformułowania, które od dawna stosuję na określenie kandydata do nominacji prezydenckiej - czyli “kandydat na kandydata na prezydenta”. Dziś z ciekawości wpisałam to określenie w google. Wyskoczyło trochę moich rzeczy oraz tvn24, Onet i Interia. I tak oto zostałam autorką określenia, które wszyscy powtarzają, a nikt nie jest pewien, co oznacza.
Gratuluję. Sobie. I wracam zamilknąć na parę dni. Aha, drodzy koledzy, jak już zrzynacie, to myślcie przy tym choć trochę. To nie takie trudne.




