Rzecznik praw dziecka, Ewa Sowińska, znowu sobie pofolgowała. Tym razem wymyśliła, że przy uczelniach powinno otwierać się żłobki. Żeby studentkom łatwiej było zdecydować o zajściu w ciążę.
Jestem właśnie w trakcie przeprowadzki, więc mało co czytam, nie piszę wcale, ale rano zajrzałam do Pardonu, a tam Wojtek Wowra wyśmiewał panią rzecznik, której kolejny bzdurny pomysł ujawniła “Rzeczpospolita”. Mimo pośpiechu, bałaganu i innych cudów nie dało się nad tym nie przystanąć choćby na chwilę.
W skrócie (za “Rzepą”):
Dwa tygodnie temu Ewa Sowińska, rzecznik praw dziecka, napisała do wiceminister Joanny Kluzik-Rostkowskiej list, w którym prosi o przygotowanie “rozwiązań prawno-legislacyjnych” w sprawie otwierania żłobków przy uczelniach.
Sowińska podkreśla, że jest zwolenniczką rządowej polityki prorodzinnej i pogodzenia macierzyństwa ze studiami. Konsekwencją rezygnacji z macierzyństwa jest przesunięcie wieku urodzenia pierwszego dziecka z 23 lat do 26 lat. Natomiast w opinii wybitnych profesorów i zarazem wieloletnich praktyków w dziedzinie położnictwa najlepszy okres prokreacyjny dla urodzenia pierwszego dziecka przypada między 20. a 25. rokiem życia - pisze rzecznik.
No. To jeszcze się mieszczę w tej grupie, ale tylko przez parę miesięcy. A potem raz na zawsze szlag trafi mój “najlepszy okres prokreacyjny” - pomyślałam sobie i zalał mnie bezbrzeżny smutek, który jednakowoż nie przeszkodził kontynuować lektury:
Rzecznik praw dziecka dodaje, że dzięki pomysłowi “narodzi się więcej dzieci zdrowych i z dobrym potencjałem intelektualnym”. - Wtedy i poród jest łatwiejszy - podkreśla. -To nie jest przymuszanie, ale stwarzanie możliwości. Sama rodziłam dzieci, będąc na studiach, więc wiem, jak to jest.
OK… Sowińska wie, jak to jest. To dopiero. Mieszczę się jeszcze (choć już niedługo) w grupie wyróżnionej przez panią rzecznik, więc pozwolę sobie opowiedzieć, jak to jest u mnie.
Właśnie skończyłam studia. Skończyłam to troszkę nieprawda, bo magisterki nie napisałam. Jakoś tak… czasu nie staje. Jedna praca, druga praca, dwie prace naraz. Trudno się zmusić, żeby sobie dołożyć do tego jakąś nudną pisaninę.
Jak to po skończeniu studiów bywa, zastanawiam się, co dalej. Jestem wolna. Mogę wszystko. Nic, tylko wybierać. Nowa praca? Jasne, jeśli tylko przestanie mi się podobać obecna. Nowe miasto? Na razie jest mi dobrze w Krakowie, ale kto wie, może za pół roku zmienię zdanie. Może wrócę do Warszawy, a może zamieszkam zupełnie gdzie indziej. Nic mnie nigdzie nie trzyma. Z wyjątkiem mojej chęci, by być właśnie tam, a nie gdzie indziej.
W sumie nieźle zarabiam, mogłabym sobie znaleźć równie nieźle zarabiającego chłopa i odnaleźć u jego boku spokój, szczęśliwość i coś tam jeszcze. Problem w tym, że nie chcę. Nie teraz. Może nawet nigdy. A co dopiero w czasie studiów, jakby sobie życzyła rzecznik Sowińska! Wiecie, czym zajmowałam się w czasie studiów? Rzeczami bardzo banalnymi, bardzo czasochłonnymi i bez wyjątku bardzo dla mnie ważnymi (kolejność przypadkowa):
- szukaniem pomysłu na siebie w przyszłości - przerobiłam kilka branż, by w końcu uczepić się dziennikarstwa;
- jeżdżeniem tu i ówdzie - bo jeszcze był na to czas;
- marnotrawieniem czasu w knajpach;
- marnotrawieniem czasu w kinie i nad książkami, których lektura pewnie do niczego mi się nie przyda, poza tym że zrobiły ze mnie istotę nieco mądrzejszą;
- wielogodzinnym ślęczeniem nad różnymi, niepotrzebnymi z punktu widzenia moich zainteresowań, ale niezbędnymi z punktu widzenia wymogów programowych, rzeczami - bywało nawet, że studiowałam dwa kierunki naraz;
- zarabianiem pieniędzy plus zdobywaniem doświadczeń w przyszłym zawodzie.
To tak w skrócie. Banały, nie? Taaaa. To teraz wyobraźmy sobie w tym wszystkim dziecko. Koniec wszystkiego. Kariery, młodości, marnotrawienia czasu. Czy po to tyle w siebie zainwestowałam (ja i moja rodzina), by nagle to wszystko zaprzepaścić? No nie. Czy dzięki żłobkowi miałabym szansę zjeść ciastko i mieć ciastko? Jakoś mi brakuje wyobraźni.
W czym tkwi sedno sprawy? W przemianach społecznych, których pani rzecznik nie dostrzega. Ona rodziła w czasach, kiedy nie było nic, za to istniał pewien prosty, jasny schemat. Realizowali go w mniejszym lub większym stopniu wszyscy. Ja miałam milion rzeczy do wyboru. Zagraniczne stypendia, niezłe możliwości zdobycia praktyki i pracy. Schemat mogłam nakreślić sobie sama. Czemu miałabym z tego rezygnować i spieszyć się do czegoś, co atrakcyjne nie jest?
Egoizm, nie? Ano prawda. Ale mnie i moich koleżanek - podróżujących, szukających coraz to lepszej pracy, studiujących po kilka kierunków, tańczących do upadłego co weekend - nie obchodzi to, że nazwiecie nas egoistkami. Wreszcie nauczyłyśmy się bezwstydnie dbać o siebie. Dorosłyśmy do tego, żeby nikogo za swój egoizm nie przepraszać. Ani wtrącającej się w nasze życie prywatne upierdliwej ciotki, ani nie mniej upierdliwego państwa. Żeby mieć w d… pieluchy, żłobki i niż demograficzny - i nie bać się otwarcie o tym mówić. A na pytanie, co ma dla nas największe znaczenie nie odpowiadać rodzina, mężczyzna, spokój, stabilizacja, ale internet i tanie linie lotnicze.

Jakaż celna diagnoza sprawy ;)
pluszku,
niestety to nie ja wymyśliłam ów internet i tanie linie. choc bym chciała;)
Napisałem Ci już komentarz na Salonowym blogu. To napiszę, to samo jeszcze tutaj. Właściwie się z Tobą zgadzam praktycznie ze wszystkim. Jedna uwaga, Sowińska ma rację co do najlepszego fizjologicznie okresu, ale pod względem intelektualnym i psychicznym wedle mojego księdza z gimnazjum, najlepszy okres na urodzenie pierwszego dziecka to dla dziewczyny/kobiety to 26 lat a dla chłopaka/mężczyzny - 28 lat. Tak w kwestii uzupełnienia … w sumie bardziej zgadzam się z księdzem. Zostawił czas na studia i inne ciekawe rzeczy.
Pozdr
AP
@Jewropejczyk
to ja ci odpiszę, że to szok, iż prawie się zgadzamy. choć wątpię, bym za dwa lata zabrala się za rodzenie dzieci. ale na pewno okres studiów nie służy zakładaniu rodziny. pozdr.
A to już jest tylko i wyłącznie Twoja prywatna sprawa i przyszłego wybranka :-). Ja podałem tylko alternatywny czas na posiadanie dzieci niż wskazała rzecznik Sowińska … A to jest jednak kwestia indywidualnego wyboru.
Ja znam dziewczyny, które już mają dzieci z mojego wieku. Ale to jednostkowe przypadki. Większość chce i dobrze czekać z tym do końca studiów i potem jeszcze parę lat popracować. Takie są realia … i trzeba się z nimi pogodzić.
A, że czas studiów zakładaniu rodziny nie służy to prawda … służy raczej poszukiwaniu dziewczyny/chłopaka.
Pozdr
AP
Pani Marto,
Pani bloga czytam ze sporą przyjemnością - na tyle dużą, że jest on w moim czytniku RSS. Pani Sowińskiej nie trawię ze szczerego serca, taka nienawiść od pierwszego wejrzenia, więc i tu jest zgoda. Jestem trochę od Pani starszy (32 lata) i od dwóch miesięcy mam córkę, więc “w temacie” dzieci jestem w fazie optymistycznego regulowania chaosu.
Ale tu się zgodzić nie mogę. Jeżeli rzeczona rzecznik, czyli teletubisiowa Sobińska, chce robić żłobki - niech robi. Czas zweryfikuje, czy było to sensowne posunięcie. Nasze pieniądze i tak są rozpieprzane w kosmos, więc lepiej na to niż na Świątynię Opatrzności… A może to komuś pozwoli nie przerywać studiów. To chyba warto, nie?
Panie Andrzeju,
witam serdecznie na moich włościach! i dzięki za komplementy.
co do żłobkow - no właśnie nie warto. bo to uczelnie musiałyby te żłobki utrzymać. np. obcinając stypendia tym, co się dobrze uczą.
poza tym państwo wywala zdecydowanie za dużo forsy na socjal. żłobki - tak, ale w prywatnych firmach, jeśli te chcą w taki sposób zadbać o komfort swoich pracowników.
pozdr.
@Jewropejczyk raz jeszcze
kurcze, my to się dziś zgadzamy jak nigdy;))) pozdr.
Marta, pewnie by się jeszcze kilka rzeczy w których się zgadzamy znalazło.
Odnośnie wydatków socjalnych państwa, to są dwie kwestie … raz są za duże (co napisałaś), ale do tego są źle wydawane, wręcz marnotrawione.
A co do tych, którzy z nich korzystają … to cóż … w ponad 90 % nie są to żadni biedni, ale zwykłe lenie. Dalej tematu “biednych” rozwijać nie będę … każdy wie jak z nimi jest.
Co do tych żłobków i ułatwień dla matek, to można promować wśród właścicieli firm robienie czegoś takiego. Zresztą zaczną to robić … będzie trudniej o pracowników … to i zaczną dawać takie udogodnienia. Zresztą zachodnie firmy już zaczynają to robić.
Pozdr
AP
@Jewropejczyk
ano fakt, mamy bodaj najwyższy odsetek wydatków na socjal w UE, a to wynika właśnie z niezwykłej lekkości marnotrawienia. pal licho leni, są jeszcze zwyczajni oszuści.
eeeh. czasem się zgadzamy, fakt. dopóki trzymasz się liberalizmu, bez jakichś konserwatywnych czy innych domieszek:)
Marta, ja jestem liberałem w sferze gospodarczej … W wielu innych kwestiach jestem narodowym konserwatystą. Tak już po prostu jest :-)
W sferze nazwijmy moralnej jestem konserwatystą. Choć nie tak “fundamentalistycznym” jak to się czasem może wydawać :-)
Pozdr
AP
@Jewropejczyk
wiem:) tylko się z tobą droczę. nie wolno? ;>
Wolno, wolno oczywiście … ja nawet to lubię :-))
Pozdr
AP
Pani rzecznik jest jednostką wybitną, jak widać… ciekawe, czy tez byla urodzona gdy jej mama miala lata odpoowiadajace “najlepszemu okresowi”. Osobiście rozumiem starania o zwiększenie przyrostu - tez chcialbym miec emeryture, ale… czemu nikt z obecnie rzadzacych nie zastanowi sie nad czyms takim - dziecko to wydatki, dziecku trzeba cos zapewnic, dziecku trzeba dac przyszlosc. Czemu nie mysla w takich kategoriach? Zapominaja tez o jednym - dzieci trzeba kochac. Ja chce miec dziecko - jestem w pewien sposob na to juz gotowy, ale czekam, az gotowa bedzie tez moja partnerka. Dziecku trzeba zapewnic dom. LPRowczycy i PiSuarki o tym nie myślą…
Szukałaś:
http://maciek.lasyk.info/translator_stron.html?dd=http%3A%2F%2Fpazurkiem.wordpress.com&method=kk
niestety na tej stronie kodowanie siada ;)
polecam również:
http://www.netdisaster.com/go.php?mode=dog&url=http://pazurkiem.wordpress.com/
wiele opcji do wyboru ;)
Dopiero kiedy zostanie pani matką, zrozumie parę rzeczy… póki co nie powinna pani podejmować tematów o których nie ma pojęcia.