Marta Wawrzyn

Lepsze nic niż Rydz!

09/07/2007 · 10 komentarzy

Za mną uroczy weekend z Rydzykiem. Rozpoczął się informacją toruńskiej “Gazety” na temat wiedzy ojca dyrektora o przypadkach przestępstw w służbie zdrowia oraz pytaniem Jasia Osieckiego, czy CBA wejdzie do Radyja, zakończył zaś wezwaniem prezydentowej do poddania się eutanazji. W międzyczasie gigantyczna pielgrzymka na Jasną Górę. Jeden człowiek, a taki zajmujący!

Chciałam właśnie dorzucić wisienkę do tego tortu i przeczytać za marne 66 groszy cały tekst o tym, co ochrzczono w trybie natychmiastowym taśmami Rydzyka. Niestety witrynie tygodnika “Wprost” z wrażenia padły serwery i się nie da. Więc muszę jakoś wytrzymać do rana. Zresztą pewnie większych rewelacji, niż wezwanie czarownicy Kaczyńskiej do zabicia się pierwszej, raczej tam nie będzie. Choć redaktor Janecki twierdzi, że owszem, są tam jeszcze gorsze rzeczy. Wyobraźni mi nie starcza, ale przy Rydzyku już tak mam.

Kancelaria Prezydenta tymczasem reaguje na razie niemrawo, zastrzegając, że jeśli taśmy są autentyczne bla bla bla. Myślę, że są. I że coś zrobić będzie trzeba. Oni pewnie też na to wpadli i właśnie spędzają bezsenną noc na rozmowach z ludźmi, którzy coś wiedzą oraz przemyśleniach, co powiedzieć rano narodowi.

To, że Rydzyk indoktrynuje swoich studentów, wiadomo nie od dziś. Kiedy byłam jeszcze szczęśliwą studentką dziennikarstwa na UJ, czytałam w “Gazecie Wyborczej” reportaż zatytułowany bodaj “Byłem studentem w szkole Rydzyka” czy coś w tym stylu (pamięć szwankuje, może ktoś z Was ma ten tekst albo chociaż pamięta dokładny tytuł?). A w nim rzeczy, od których skromnego żaka z Krakowa mogła głowa rozboleć. O wyposażeniu sal ćwiczeniowych. O praktykach na wyciągnięcie ręki w prawdziwym radiu i prawdziwej telewizji, z prawdziwym sprzętem. O tym, że najlepsi zostają. Ale i o indoktrynacji. O uporczywym powtarzaniu, co jest be, a co cacy. I co należy mówić, a czego nie wolno.

Pomyślałam sobie wtedy, że uwielbiam mój IDiKS (pozdrawiam!) – choć za praktykami muszę uganiać się sama, a prawdziwego mikrofonu czy kamery nigdy w życiu mi nie dali do ręki, bo nie mieli. Ano właśnie. Ja uwielbiałam IDiKS, tymczasem inni woleli żywą kamerę. W reportażu “GW”przewijał się motyw studentów, którzy uczą się u Rydzyka, bo wiedzą, że w dziennikarstwie początki są niełatwe. A tam mają wszystko podane na tacy. Praktyki, a potem i pracę.

Ale oczywiste jest, że tacy ludzie nie są jakoś specjalnie związani ani z ideologią głoszoną przez Radio Maryja ani z osobą jego szefa. Dlatego bardzo łatwo jest mi uwierzyć, że w momencie kiedy w trakcie wykładu Rydzyk stwierdził, iż powie coś off the record i żeby nawet nie pisali – ktoś szybciutko włączył dyktafon i dawaj!

Zabawna to rzecz, iż sprawa taśm wyszła na jaw tego samego pięknego dnia, kiedy to rząd z Radyjem pielgrzymował, a premier przemawiał: - Ojcze dyrektorze, twoje dzieło tu widzimy. Tu jest Polska. Po tym cyrku na Jasnej Górze napisałam w Pardonie, że moja Polska jest wszędzie, tylko nie tam, gdzie Rydzyk z Kaczyńskim. Jako była mieszkanka świętego miasta Częstochowy, wciąż do miasta bardzo przywiązana, napisałam to z żalem.

Pisałam też, że dziwi mnie, iż Kaczyńscy wciąż podlizują się po wielkroć skompromitowanemu księdzu. Po co? Dla głosów tych kilkuset tysięcy fanatyków, z powodu których mieszkańcy Częstochowy woleli darować sobie weekendowe spacery po mieście? To dla nich aż tak dużo?

Teraz nie będą mieli wyboru. Rydzyk walnął z grubej rury. Nawet Kaczyńscy nie będą chyba udawać, że nic się nie stało i jakoś zareagować muszą. Pora zrobić wreszcie porządek z Radiem Maryja. Skoro nie uczynił tego za nas ani Bóg, ani papież, niech się tym w końcu zajmą władze polskiego Kościoła. Powodów mają aż nadto. A politycy koalicji niech wreszcie przejrzą na oczy, bo chyba już tylko oni w tym kraju nie rozumieją, że nie wszystkie drogi prowadzą przez Toruń.

by Marta Wawrzyn, 09.07.2007, godz. 01.19

Kategorie: Media · Oszołomstwo · Polityka · Polska · Religia