Ile maksymalnie byście wydali na bilet do teatru, na koncert albo inny show? Sto złotych, dwieście, pięćset? Może tysiąc? Kto da więcej?
Ano znajdą się i tacy:) Kojarzycie takiego pana jak Mel Brooks? Producent, reżyser, komik, aktor. Geniusz komedii. “Producenci”, “Nieme kino”, “Płonące siodła”, “Młody Frankenstein”, “Robin Hood: Faceci w rajtuzach”… A kiedy już osiągnął wszystko, co tylko możliwe w filmie, ruszył na podbój Broadwayu.
Ci, którzy zechcą zobaczyć jego najnowsze dzieło, musicalową wersję jego – jak sam twierdzi – najlepszego filmu, czyli “Młodego Frankensteina” wydadzą nawet… uwaga… 450 dolarów! To na Broadwayu rekord wszechczasów. I czyste szaleństwo!
“Młody Frankenstein” wchodzi w sierpniu. Bilety można kupować już teraz. I to, jak i czy się sprzedają, podnieca cały światek, dziennikarzy (“NY Post”!!!) i zwykłych internautów na forach. Facet się ceni – to mało powiedziane. Czy on postradał zmysły na starość?! Co za arogancja! Rabunek w biały dzień! – dudni w Ameryce.
Rabunkowymi zdolnościami Mela Brooksa zainteresował się też jeden z moich ulubionych ostatnimi czasy blogerów – Ken Levine, facet, który współtworzył parę niezłych sitcomów i pracował przy “Simpsonach”. Levine nie oszczędza Brooksa, stwierdzając, że słynny reżyser daje właśnie ludziom 450 powodów, by nie iść na jego spektakl. A zamiast sztuki… tydzień wylegiwania się w ciepłym kraju! Fuck it. I`ll go the Bahamas instead!
A Wy co byście wybrali? ;>
by Marta Wawrzyn, 06.07.2007, godz. 22.22