Marta Wawrzyn

Parlament bez krawata, czyli oszczędność energii po włosku

04/07/2007 · 1 komentarz

Włoscy parlamentarzyści wymyślili genialny sposób na zaoszczędzenie na rachunkach za prąd. Pewna ich grupka lobbuje mianowicie na rzecz nienoszenia krawata w upały. Bo dzięki temu jest mniej gorąco i klimatyzatory nie muszą chodzić pełną parą.

Do grupki owej, na początku składającej się głównie z Zielonych, dołączają ponoć coraz to większe rzesze deputowanych i senatorów, którym oszczędność energii bliską jest. Wszystko byłoby pięknie, mogliby biegać rozchełstani do woli, gdyby nie przepisy, nakładające na nich pewne wymogi w zakresie ubioru.

W Izbie Deputowanych obowiązku noszenia krawata przez mężczyzn nie ma (jak twierdzi PAP, zniesiono takowy kilka lat temu), wystarczy marynarka. W Senacie za to owszem, jest. Zważywszy, że we włoskiej demokracji zmiana każdego przepisu przebiega mniej więcej w podobnym tempie jak w polskiej, szyje senatorów zostaną zapewne uwolnione za jakieś dwa gorące lata.

Tym niemniej inicjatywa włoskich polityków jest godna pochwały i naśladowania. Może niekoniecznie w sensie dosłownym, bo akurat u nas upałów nie ma, ale za to znalazłoby się parę specyficznych dla Polski sposobów na zaoszczędzenie paru groszy wyrwanych podatnikowi. Jedziemy!

Pomysł pierwszy. BORowiki. Rzecz to droga i słabowita. Przy 25 stopniach mdleje i tylko do reanimacji się nadaje. Po co komu oni? Zlikwidować! A w ich miejsce wprowadzić psy. Są tańsze, też umieją bronić, a w Sejmie czują się jak w domu.

Pomysł drugi. Jedzenie. Posłowie jakiś czas temu skarżyli się na sejmową Hawełkę. Janusz Maksymiuk z Samoobrony powiedział wówczas: - Mam wyrzuty sumienia, gdy wpadam do restauracji, gdzie nakryty jest stół, a ja zamawiam tylko zupę. Trochę mnie to krępuje, bo raz czy drugi mogę pójść na tę zupę, ale przez dwa tygodnie codziennie? Pomyślmy teraz, jak wielu jest posłów i senatorów, którzy też wpadają i zamawiają tylko zupę. Albo inne pierdoły. I jak wielu z nich to wcale nie krępuje. Należy więc koniecznie wprowadzić nakaz poważnego zastanowienia się nad sobą i swoim głodem, zanim wpadnie się do sejmowej restauracji. Siły kelnerów należy oszczędzać, wszak sejmowi kelnerzy to skarb narodowy!

Pomysł trzeci. Komórki. Sejm chce wybrać jednego operatora, bo to niby taniej będzie. Tylko po co? Poselska komórka służy do rozmów służbowych, a nie prywatnych, prawda? A gdzie poseł pracuje? Ano w Sejmie. Jak jest poza Sejmem to znaczy, że się obija. Co czyni nie służbowo, lecz prywatnie. Czyli niech się bawi swoją prywatną komórą. Zabrać posłom komórki i postawić w Sejmie stare dobre automaty. Na żetony, żeby było bardziej stylowo. Wszak trzeba dbać o fason.

Itede, itepe. Równie mądrych pomysłów na oszczędzanie mogłabym tu jeszcze wyprodukować do rana pewnie z kilkanaście. Ale w sumie po co? Poprodukujcie się i Wy, drodzy czytelnicy!

A włoskim parlamentarzystom gratuluję. Praca u podstaw, i to nad sobą, no, no… Tego jeszcze w historii parlamentaryzmu nie było.

by Marta Wawrzyn, 04.07.2007, godz. 01.55

Kategorie: Polityka · Świat