Archiwum dla lipiec, 2007

28
lip

Chwila przed i dwa pierwsze zaciągnięcia

Lubicie historyjki o miłościach, których nie było? Nie nieszczęśliwych ani skończonych. O takich, których nie było. Posłuchajcie.*

Chwila przed

Nie była damą. Nawet nie chciała. Lubiła te wszystkie k…, ch…, p…. Idealnie podkreślały to, co chciała powiedzieć. Nie mogła zrozumieć, że kogoś to dziwiło. Ona po prostu taka była. W d… miała te wszystkie misterne gierki, ochy i achy. Choć o dyplomacji wiedziała wszystko, nienawidziła jej. O ile w stosunkach międzypaństwowych jakoś była w stanie ją znosić, a nawet się nią fascynować, o tyle w stosunkach międzyludzkich uważała ją za balast. Bo i po co te wszystkie bzdury, skoro można sobie tak po prostu mówić prawdę?

Nie była damą. On dobrze o tym wiedział. Czasem myślał, że boi się takich kobiet. Zwykle jednak nie myślał. Po prostu dawał się porwać. Czasem pragnął poczuć się rycerzem. Biały koń i lśniąca zbroja… Albo, patrząc bardziej realistycznie, przynajmniej kwiatek i czerwone wino. Zwykle codzienność mu przysłaniała te wszystkie bzdury. Odkładał na później. A może na nigdy. Sam nie wiedział. Chyba czekał. Nie na damę. Na kobietę z krwi i kości. Miłą dla oka i z osobowością.

Nigdy w życiu jej nie widział. Ale coś go tam ciągnęło. Tam, czyli gdzie? Do pewnej czarno-białej fotografii. Należała do niej. To była Ona (dopiero potem odkrył, że wcale nie - wkleiła sobie zdjęcie słynnej pisarki). Świetnie pisała, tego był pewien. I tylko tego. Kim była, nie wiedział. Uganiał się za nią po wirtualnym świecie, nic nie rozumiejąc. Po prostu czuł przyjemność. A może nawet namiastkę szczęśliwości?

Rozmawiali o wszystkim i niczym. Spierali się i godzili. Ostro, głośno, pikantnie. Dla siebie i publiczności. Chcieli wiedzieć o sobie więcej i więcej. W końcu byli tylko dwoma nickami, uganiającymi się za sobą po bezdrożach świata, którego nie ma. A co, jeśli Ona to podstarzały gej, lubiący długowłosych chłopców? A co, jeśli On jest internetowym frustratem, który nie ma nic do powiedzenia? Musieli sprawdzić.

Pierwsze zaciągnięcie

Knajpka była pomarańczowa i… urocza. Nienawidziła tego określenia, ale - choć walczyła z takimi bzdurnymi myślami - inne jej nie przychodziło do głowy. Siedzieli w tej uroczej knajpce, w wygodnych, wiklinowych fotelach, paplając kolejną godzinę o wszystkim i niczym. Wyższość Linuksa nad Windowsem. Rodzeństwo. Praca. Zdjęcia pewnej tancerki w “Playboyu”. Pisanie. Pisanie. Pisanie.

Raz na jakiś czas po prostu się w siebie wpatrywali. Bez cienia żenady długo patrzyli sobie w oczy, nic nie mówiąc. Ona uwielbiała facetów w okularach. Nie musieli ich nawet zdejmować, wystarczyło, że popatrzyli ponad nimi, by zobaczyła charakterystyczny rys. Bezbronność. Sama nie wiedziała, czemu aż tak ją to kręci.

On nie mógł się oprzeć wielkim ciemnym oczom. Wiedział, że to żałośnie banalne. Ale był na tyle niebanalny, że mała skaza banalności absolutnie mu nie szkodziła. Każdy ma jakieś głupie słabości. Więc czemu on miałby być lepszy? Szybko to sobie wybaczył.

Ale miała jeszcze ładniejsze i większe “oczy”. W przezroczystej bluzce z wielkim dekoltem całkiem nieźle widoczne. Zerkał tam raz na jakiś czas. Nigdy na dłużej, bo przecież nie był chamem. Długo się zastanawiał, co by zrobiła, gdyby jednak stał się nim na moment. Zaryzykował. - A tak sobie zerkam od czasu do czasu, nie zauważyłaś? No. Bo teraz właśnie zerkam sobie trochę dłużej, mogę? Zakochała się. Bo i co miała zrobić.

Drugie zaciągnięcie

Znowu się obudziła. Było jej nieznośnie gorąco. Dawno nie spała obok kogoś. Miała dość. Chciała zwiać gdziekolwiek, choćby na podłogę. Pewnie była przyjemnie chłodna. Przez moment kusiło. Ale wystarczyło na niego spojrzeć, wetknąć nos w jego ramię, cokolwiek. Uśmiechała się do siebie na myśl, jak niewiele wystarczy. Dziwiła się sobie. Nie sądziła, że jeszcze tak potrafi. Nie spać w środku nocy i czuć się z tym najlepiej na świecie.

Rano zrobił to, co zawsze. Pojechał sobie. Nie mówił, gdzie, bo i po co. Nigdy nie mówił. Nie uważał, aby kogokolwiek poza nim samym mogło to obchodzić. Czasem nawet sam nie wiedział, gdzie będzie za kilka godzin. Więc dlaczego miałby odpowiadać na jakieś krępujące pytania?

Jak zwykle był bez kasy. Zanim wyjechał, poprosił o drobną pożyczkę. Na papierosy. Wiedział, że akurat tego nałogu ona nie rozumie, więc wyjaśnił. - Wiesz, co mnie tak naprawdę pociąga w paleniu? Chwila przed i dwa pierwsze zaciągnięcia. Potem to już nie to. Przemknęło jej przez myśl, że to koniec.

*Podobieństwo do osób i wydarzeń prawdziwych jest przypadkowe i niezamierzone.

24
lip

Kraków zaczyna drugie życie

Jak donosi “Gazeta”, stołeczne miasto Kraków już jutro będzie miało swój odpowiednik w Second Life. A po Second Cracow ma ponoć nadejść Second Poland!

Wizualizacja pokazana na gazeta.pl robi wrażenie. Kraków jak żywy, piękny i czyściutki, tylko ludzi jeszcze brak. Ale biorąc pod uwagę fakt, że całość kosztowała ładnych parę miesięcy pracy i na efekt naprawdę nie można narzekać, zapewne szybko do Second Cracow przylecą awatary. Będą mogły zwiedzić Rynek, przejechać się dorożką czy karmić gołębie. Zupełnie jak w realu.

Mam nadzieję, że w przyszłości do Second Life przeniosą też mojego ulubionego krakowskiego bajkoczytacza, bo co to za Kraków bez niego (Wrona, pozdrawiam!):

Kraków jest zaledwie drugim po Amsterdamie europejskim miastem, które promuje się w wirtualnym świecie. I startuje ostro, zapowiadając wprowadzenie kolejnych atrakcji, jak kupno mieszkania przy Rynku czy transmisje na żywo imprez plenerowych.

Co ciekawe, Second Cracow nie jest pomysłem władz miasta, lecz pewnej agencji reklamowej, która zamierza w przyszłości stworzyć wirtualne odpowiedniki kolejnych polskich miast, by w końcu powstała Second Poland. Czyżby to był zgrabny pomysł na biznes? Okaże się.

Foto: Bajkoczytacz Bartek Wrona, by pluszak

by Marta Wawrzyn, 24.07.2007, godz. 22.48

23
lip

22 lipca w RMF-ie i kuriozum w blogosferze

Radio RMF (wespół z Interią) w niedzielę od rana trąbiło o bardzo dziwnej rzeczy. Miało mianowicie dotrzeć do projektu ustawy, który nakazywałby każdemu Polakowi odpracować kilka dni na rzecz EURO2012. Cała sprawa była oczywiście prowokacją.

Prowokację tę śledziłam od rana, zastanawiając się, co z tego wyniknie. Wynikła niestety totalna klapa. Wielka szkoda, bo nius był przygotowany naprawdę super, z niesamowitym poczuciem humoru. Redaktorzy RMF-u sprytnie zmieszali konwencję PRL-owskiego hasła “Cały naród buduje…” z instrumentalnym podejściem Prawa i Sprawiedliwości do obywatela i traktowaniem go jak własność państwa. Tekst “projektu” napisanego przez ludzi z RMF-u jest naprawdę fantastyczny i przezabawny, dlatego polecam jego lekturę w całości.

Informacja oczywiście była bardzo prosta do sprawdzenia - wystarczyło porównać projekt danej ustawy na stronie Sejmu z wymysłami RMF-u, by stwierdzić, że radio z nas robi jaja. Dlatego tego niesamowicie kuszącego niusa nie przekopiował żaden duży portal (za wyjątkiem Money.pl, który - mam nadzieję - wiedział, co robi), a RMF sobie trąbił i trąbił, aż tu… bach! Po godzinie 11tej przyszła wiadomość o tragedii polskich pielgrzymów we Francji. Robienie sobie jaj z czegokolwiek w takim momencie nie przystoiło.

RMF szybko zakończył sprawę, przyznając, że to była prowokacja, mająca na celu pokazanie, iż nasze przygotowania do EURO2012 są w lesie i jak tak dalej pójdzie, będziemy na dzień przed meczem otwarcia kończyć budować stadion tudzież malować trawę na zielono.

To nie pierwsza taka prowokacja RMF-u, ale pierwsza zakończona totalną klapą. W sumie z powodu czynników niezależnych, jak wypadek autokaru z pielgrzymami. Liczyli na to, że będzie nudna niedziela, media nie będą miały o czym mówić/pisać, zainteresują się ich projektem ustawy i w efekcie będzie gigantyczny sukces. Przesadzili niestety z formą, a i niedziela okazała się - niekoniecznie w dobrym znaczeniu tego słowa - ekscytująca jak mało która.

Tyle że… Od razu pojawili się tropiciele. Kompletnie odjechał prokaczystowski Salon24, wrzucając na jedynkę kuriozalny tekst zatytułowany “Antyrządowa prowokacja!?” (spacji w tytule pozwalam sobie się pozbyć, jako że jest ona błędem). Tekst wisi sobie już dziewiątą godzinę na samiusieńkiej jedynce, bawiąc zapewne co niemiara poważne media, z RMF-em na czele.

Zaś nadęci salonowicze zastanawiają się do teraz, któż to “podrzucił” reporterowi RMF-u, świetnemu Tomkowi Skoremu, taką świnię (sic!!!). W głowach im się nie mieści, że żaden wydawca czegoś takiego by nie puścił, nie sprawdziwszy uprzednio sprawy w 5 źródłach, więc sprawa MUSI być prowokacją dziennikarską. Zabawny komentarz w tym właśnie tonie popełniła m.in. hołubiona w pewnych kręgach za niezwykłe zdolności analityczne kataryna. Sporo salonowiczów gratulowało też autorowi nieszczęsnego tekstu przenikliwości i czegoś tam jeszcze.

Tymczasem prowokacja była naprawdę dobra, pytanie RMF-u jest jak najbardziej uzasadnione i wielka to strata, że sprawa przeszła bez echa. Szkoda, że dla administratorów Salonu24 zadawanie tego pytania w taki sposób, jak to uczynił RMF to - cytuję autora tekstu z salonowej jedynki - bezczelna prowokacja “niewiadomej” grupy interesu wymierzonej w polski rząd. Dla mnie to raczej przysługa wyświadczona polskiemu rządowi, który dość niemrawo zabiera się za przygotowywanie EURO2012, nie potrafiąc nawet załatwić sprawy Wietnamczyków na Stadionie Dziesięciolecia.

IMHO, zamiast promować spragnionych cudownych odkryć miłośników rządów PiS-u, platformy blogerskie, takie jak Salon24, powinny zadbać o to, aby można było w nich znaleźć blogi systematycznie monitorujące przygotowania Polski do EURO2012. Dbajmy o to, aby blogosfera nadal była piątą władzą, nie zaś organem “prasowym” partii rządzącej.

by Marta Wawrzyn, 23.07.2007, godz. 00.31

22
lip

Tym razem zabójcza pszczoła-mutant uczy nienawiści

Jak zapowiadali, tak zrobili. Palestyńska telewizja Al-Aksa planowała emisję kolejnych programów edukacyjnych dla dzieci w stylu tego o Myszce Miki, którą odstrzelił żydowski agent.

I oto jest następca Myszy - “pszczółka” (w cudzysłowie, bo tak naprawdę to mutant jakiś jest, a nie pszczółka) Nahoul - podobno ich własny wynalazek. Niusa pewnie już pod moją nieobecność wrzuciły wszelkie możliwe portale (a co mi tam, podlinkuję ABC), więc dorzucę tylko dzisiejszy materiał z Al-Dżaziry:

I jeszcze kawałek pierwszego odcinka programu:

Teraz to już oczywiście nihil novi sub sole, ale wciąż przeraża, że ktoś jest w stanie w taki sposób indoktrynować dzieciaki. Jeśli wziąć pod uwagę siłę oddziaływania przekazu telewizyjnego na najmłodszą publikę, to jest to czyste szaleństwo, a zarazem genialny sposób na wyhodowanie kolejnego pokolenia terrorystów.

Swoją drogą ciekawe, że przestali już wykorzystywać wizerunki znanych i lubianych przez dzieci amerykańskich postaci z kreskówek - czyżby mieli Disneya na karku? Będzie kupa śmiechu, jeśli się okaże, że pszczoła-mutant się nie sprzeda, bo dzieci nie znają jej z amerykańskich filmów.

PS1. Wróciłam. Florencja cudna jak zawsze. Będą fotki, jak tylko znajdę chwilę, by się nimi zająć.

PS2. Eeeeh. No i nikt mnie nie chciał poobrażać w wymyślny sposób. Gdzie jest moja własna Anna_M? ;>

by Marta Wawrzyn, 22.07.2007, godz. 00.24

16
lip

Obraźmy się!

Przyznaję, ostatnio nie piszę. Przyznaję, nie wiem, kiedy to się zmieni. Jutro wyjeżdżam na 5-dniowy urlop, po powrocie pewnie zaleje mnie ta sama bieżączka, której nie potrafię zwalczyć od tygodnia.

A ponieważ fajnie byłoby, gdyby tutaj coś się działo, a ja znalazłam właśnie bardzo fajną rzecz w bardzo fajnym blogu sasenki, to postanowiłam się podzielić - w nadziei, że też lubicie takie klimaty:)

Owa fajna rzecz to zabawa na forum o nazwie OBRAŹ OSOBĘ NAD TOBĄ, ALE TAK ŻEBY NIE USUNĘLI POSTA!

No… to kto z Was zawsze chciał mnie obrazić, właśnie ma idealną okazję, zapraszam :D

Uwaga! Przed niedzielą na pewno nic nie usunę, przed niedzielą też niestety nie będę mogła wstawić komentarzy osób, które nie są tutaj zarejestrowane, a też zechcą poobrażać. Potem, zgodnie z netykietą, wywalę wszystko, co zawiera słowa powszechnie uważane za wulgarne i wstawię wszystko, co uznam za wstawienia warte. Z doświadczenia sasenki wiem, że fajnie wychodzi obrażanie w klimatach arabskich;)

Enjoy! Ja tymczasem spadam do gorrrącej Toskanii:)

by Marta Wawrzyn, 16.07.2007

12
lip

Hillary też da się kochać!

Amerykańska kampania prezydencka na YouTube trwa i ma się dobrze. Jakiś miesiąc temu furorę zrobił klip ze śliczną czarną pannicą, śpiewającą wyznanie miłosne dla Baracka Obamy. Gwoli przypomnienia:

I oto - jak donosi Pan Biały Domek - pojawiła się parodia. Urocze, acz niespecjalnie umiejące śpiewać, dziewczę, znane z występów w “Idolu” wyznaje miłość Hillary Clinton. Brakuje temu filmikowi co prawda świeżości, a w niektórych momentach dziewczę sprawia wrażenie, jakby parodiowało samo siebie, ale za to jest pewne novum - lesbijski podtekst:) I parę naprawdę zabawnych scenek.

Filmik widziało już ćwierć miliona ludzi. Czyli jakieś 10 razy mniej niż “Obama Girl”. Czekamy na kolejne. A może by tak… jakiś gej albo chociaż transseksualista wyznał miłość Rudy`emu Giulianiemu? :-)

by Marta Wawrzyn, 12.07.2007, godz. 13.59

11
lip

Odliczanie

Właśnie podzielono się ze mną bardzo ciekawym linkiem. Słodko-gorzkim. Polecam:) KLIKNIJ

Cieszmy się, że przynajmniej to jedno w Kaczej Rzeczpospolitej jest pewne.

by Marta Wawrzyn, 11.07.2007, godz. 20.45

10
lip

Kronika IV RP: Wspomnienie o Pierwszym Mulacie

Przeżyjmy to raz jeszcze!  Zapłaczmy po raz ostatni! A potem zapomnijmy o Mulacie raz na zawsze.

Przeklejam za blogiem Gniewomira i Pardonem.

by Marta Wawrzyn, 10.07.2007, godz. 11.07

10
lip

Koniec IV Rzeczpospolitej!

Ogłosiliśmy dziś w Pardonie (mój drogi szef i ja) koniec IV Rzeczpospolitej. Zarzucono nam, że na wyrost.

Może i tak. Bo na formalny koniec tego tworu rzeczywiście przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Miejmy nadzieję, że najwyżej do jesieni. Pytanie zresztą, czy można w ogóle mówić o formalnym końcu czegoś, co nigdy formalnie nie istniało.

Zostawmy to jednak, bo tu chodzi o co innego. Wraz z podejrzeniem dwóch ministrów, w tym wicepremiera, o udział w aferach korupcyjnych, padła raz na zawsze IV Rzeczpospolita rozumiana jako idea uczciwego państwa. Idea głoszona zresztą nie tylko przez Kaczyńskich, ale i wielu publicystów, niekoniecznie popierających braci. Idea popierana przez całkiem spore rzesze Polaków. Padła ta wspaniała, uczciwa IV RP mająca być zaprzeczeniem III Rzeczpospolitej, która, jak nam powtarzano, aferami stała i symbolizowała wszystko, co najgorsze.

Wreszcie widać jak na dłoni, że numerek nie ma znaczenia, kiedy chodzi o stare dobre TKM. I nieważne, że Kaczyńscy są ludźmi uczciwymi, którzy korupcją się brzydzą. To można było przewidzieć. Zaryzykowali wpuszczenie Leppera na salony, bo chcieli mieć całą władzę dla siebie. Przegrali. Lepper im właśnie podziękował. W swoim dawnym stylu.

My też podziękujmy całej tej uroczej kompanii - w trakcie, miejmy nadzieję, przedterminowych wyborów. Wrzućmy Kaczyńskich do jednego worka z Lepperem i Rydzykiem (btw. ciekawe, czy mu się upiecze) - zgodnie z ich własnym życzeniem. A następnie złóżmy w końcu tego politycznego trupa raz na zawsze do trumny, zakopmy jak najgłębiej i nie majstrujmy więcej przy numerkach. Bo nawet z VI RP wylezie w końcu TKM.

PS. Wybaczcie lakoniczność, a kto wie, może i niespójność (ja tego w tym momencie za nic nie umiem ocenić), ale właśnie zakończyłam 12-godzinny dyżur. Pełen niecodziennych rozrywek, więc nie taki zły. Tyle że już nic nie widzę.

PS2. Znowu jesteśmy sławni. Mówi i pisze o nas nawet Al-Dżazira. Która nawet nie wie, że Samoobrona to Self-Defense czy jakoś tak.

PS3. Dobrej nocy i obudźmy się znowu w III Rzeczpospolitej.

by Marta Wawrzyn, 10.07.2007, godz. 01.40

09
lip

Lepsze nic niż Rydz!

Za mną uroczy weekend z Rydzykiem. Rozpoczął się informacją toruńskiej “Gazety” na temat wiedzy ojca dyrektora o przypadkach przestępstw w służbie zdrowia oraz pytaniem Jasia Osieckiego, czy CBA wejdzie do Radyja, zakończył zaś wezwaniem prezydentowej do poddania się eutanazji. W międzyczasie gigantyczna pielgrzymka na Jasną Górę. Jeden człowiek, a taki zajmujący!

Chciałam właśnie dorzucić wisienkę do tego tortu i przeczytać za marne 66 groszy cały tekst o tym, co ochrzczono w trybie natychmiastowym taśmami Rydzyka. Niestety witrynie tygodnika “Wprost” z wrażenia padły serwery i się nie da. Więc muszę jakoś wytrzymać do rana. Zresztą pewnie większych rewelacji, niż wezwanie czarownicy Kaczyńskiej do zabicia się pierwszej, raczej tam nie będzie. Choć redaktor Janecki twierdzi, że owszem, są tam jeszcze gorsze rzeczy. Wyobraźni mi nie starcza, ale przy Rydzyku już tak mam.

Kancelaria Prezydenta tymczasem reaguje na razie niemrawo, zastrzegając, że jeśli taśmy są autentyczne bla bla bla. Myślę, że są. I że coś zrobić będzie trzeba. Oni pewnie też na to wpadli i właśnie spędzają bezsenną noc na rozmowach z ludźmi, którzy coś wiedzą oraz przemyśleniach, co powiedzieć rano narodowi.

To, że Rydzyk indoktrynuje swoich studentów, wiadomo nie od dziś. Kiedy byłam jeszcze szczęśliwą studentką dziennikarstwa na UJ, czytałam w “Gazecie Wyborczej” reportaż zatytułowany bodaj “Byłem studentem w szkole Rydzyka” czy coś w tym stylu (pamięć szwankuje, może ktoś z Was ma ten tekst albo chociaż pamięta dokładny tytuł?). A w nim rzeczy, od których skromnego żaka z Krakowa mogła głowa rozboleć. O wyposażeniu sal ćwiczeniowych. O praktykach na wyciągnięcie ręki w prawdziwym radiu i prawdziwej telewizji, z prawdziwym sprzętem. O tym, że najlepsi zostają. Ale i o indoktrynacji. O uporczywym powtarzaniu, co jest be, a co cacy. I co należy mówić, a czego nie wolno.

Pomyślałam sobie wtedy, że uwielbiam mój IDiKS (pozdrawiam!) - choć za praktykami muszę uganiać się sama, a prawdziwego mikrofonu czy kamery nigdy w życiu mi nie dali do ręki, bo nie mieli. Ano właśnie. Ja uwielbiałam IDiKS, tymczasem inni woleli żywą kamerę. W reportażu “GW”przewijał się motyw studentów, którzy uczą się u Rydzyka, bo wiedzą, że w dziennikarstwie początki są niełatwe. A tam mają wszystko podane na tacy. Praktyki, a potem i pracę.

Ale oczywiste jest, że tacy ludzie nie są jakoś specjalnie związani ani z ideologią głoszoną przez Radio Maryja ani z osobą jego szefa. Dlatego bardzo łatwo jest mi uwierzyć, że w momencie kiedy w trakcie wykładu Rydzyk stwierdził, iż powie coś off the record i żeby nawet nie pisali - ktoś szybciutko włączył dyktafon i dawaj!

Zabawna to rzecz, iż sprawa taśm wyszła na jaw tego samego pięknego dnia, kiedy to rząd z Radyjem pielgrzymował, a premier przemawiał: - Ojcze dyrektorze, twoje dzieło tu widzimy. Tu jest Polska. Po tym cyrku na Jasnej Górze napisałam w Pardonie, że moja Polska jest wszędzie, tylko nie tam, gdzie Rydzyk z Kaczyńskim. Jako była mieszkanka świętego miasta Częstochowy, wciąż do miasta bardzo przywiązana, napisałam to z żalem.

Pisałam też, że dziwi mnie, iż Kaczyńscy wciąż podlizują się po wielkroć skompromitowanemu księdzu. Po co? Dla głosów tych kilkuset tysięcy fanatyków, z powodu których mieszkańcy Częstochowy woleli darować sobie weekendowe spacery po mieście? To dla nich aż tak dużo?

Teraz nie będą mieli wyboru. Rydzyk walnął z grubej rury. Nawet Kaczyńscy nie będą chyba udawać, że nic się nie stało i jakoś zareagować muszą. Pora zrobić wreszcie porządek z Radiem Maryja. Skoro nie uczynił tego za nas ani Bóg, ani papież, niech się tym w końcu zajmą władze polskiego Kościoła. Powodów mają aż nadto. A politycy koalicji niech wreszcie przejrzą na oczy, bo chyba już tylko oni w tym kraju nie rozumieją, że nie wszystkie drogi prowadzą przez Toruń.

by Marta Wawrzyn, 09.07.2007, godz. 01.19