Marta Wawrzyn

YouTube po polsku

19/06/2007 · 8 komentarzy

Jak doniósł dziś rano serwis BBC, YouTube rozmienił się właśnie na 9 wersji narodowych. Mamy własną! Widzieliście już? Tutaj jest :-)

Oprócz nas, własne wersje narodowo-językowe popularnego serwisu mają: Brazylia, Francja, Irlandia, Włochy, Japonia, Holandia, Hiszpania i Wielka Brytania. Stare, znane nam wszystkim YouTube zamieniło się w oddział “Stany Zjednoczone”. Cel jest taki, żeby każdy naród mógł sobie wrzucać na swój własny “oddział” YouTube to, co go bawi najbardziej. W dalszej perspektywie pozwoli to choćby na budowę narodowych serwisów społecznościowych.

Założyciele serwisu, Chad Hurley i Steve Chen, długo i górnolotnie tłumaczą BBC, czemu wprowadzono takie novum. Mówią, że ich misją jest dostarczanie ludziom rozrywki oraz informacji za pomocą klipów. Że zależy im, by dotrzeć do jak największej ilości ludzi. Że trzeba było wyjść naprzeciw użytkownikom, z których już w tym momencie większość mieszka poza USA. - To nie tylko zwykłe tłumaczenie, ale przede wszystkim stworzenie wyjątkowego, różniącego się od innych, serwisu w każdym z krajów – mówi Chen.

Tłumacząc ich piękne formułki z polskiego na nasze – chodzi o to, żeby firma (czyli potężny właściciel YouTube – Google) rosła w siłę, a jej właścicielom żyło się dostatniej. W biznesie to oczywiście rzecz normalna i nie mam nic przeciwko temu. Ekspansja YouTube to dobry pomysł, który najprawdopodobniej się sprawdzi, zwłaszcza w krajach nieanglojęzycznych. Zwłaszcza w takich, w których język angielski wciąż nie jest powszechnie znany.

W zestawie państw, które mają swoje lokalne wersje YouTube na pierwszy rzut oka brakuje mi co prawda Rosji, Niemiec, Chin czy Indii, ale to też kwestia do nadrobienia. Można się domyślać, że istnieją jakieś powody, dla których istnieje pl.youtube.com, a ru.youtube.com już nie. I że są to poważne powody, związane np. z ilością odwiedzin, jakie serwis notował z danego kraju. Albo z czynnikami prawnymi lub politycznymi. Nieważne, na razie się o to nie martwmy i cieszmy się naszą własną wersją.

Zastanawia mnie tylko czemu, do cholery, po wpisaniu w wyszukiwarkę tradycyjnego adresu www.youtube.com zostajemy wrednie, bez pytania o zdanie, przekierowani na wersję ostatnio oglądaną. W ten sposób przez dobry kwadrans nie umiałam się pozbyć wersji polskiej. Zdecydowanie powinni coś z tym zrobić, bo jest to rzecz z gatunku denerwujących. Na razie wygląda to tak, że trzeba kliknąć w taką malutką flagę po prawej stronie u góry i dopiero po wybraniu “United States” przechodzimy na dobrze nam znane YouTube. Różni się? Ano się różni. Ale już nasza głowa w tym, żeby nasze było lepsze;)

Przy okazji polecam zabawę lokalnymi odmianami YouTube. Największe wrażenie na przeciętnym polskim zjadaczu chleba robi zapewne wersja japońska. Natomiast najbardziej promowana jest wersja polska - na którąkolwiek z odmian się nie przełączam, wszędzie jest wielkie wideo z naszym sprytnym pięciolatkiem, walącym w bębny. Urocze:)

[aktl. by follow: "Pięciolatek jest promowany we wszystkich wersjach językowych, ale pod warunkiem, że łączysz się z Polski".  Dzięki... Czyli do przewidzenia w sumie - MW]

by Marta Wawrzyn, 19.06.2007

Kategorie: Gospodarka · Internet · Polska · YouTube