Niestety nie mój, bo dopadła mnie jakaś niemoc straszna, połączona z niechęcią i jeszcze paroma rzeczami, zaczynającymi się na “nie”. W każdym razie przyszedł dziś do mnie taki oto miły artykuł z “New York Timesa”.
Jest generalnie o całowaniu i problemach, jakie różne kultury i różne mniej lub bardziej znane persony mają z tymże. Świetnie napisany:) By Paul Vitello. Idealne na niedzielę.
Wracam do stanu senno-hibernująco-depeszowego;) Ta niemoc to pewnie mi przejdzie. Mogłoby być cieplej. A tak poza tym, to ja raz na jakiś czas tak po prostu mam ochotę rzucić wszystko i na przykład sobie zaimprezować w jakimś dalekim lesie. Albo chociaż w ciepłym kraju, gdzie…
by Marta Wawrzyn, 06.05.2007

Filematologia - trudne słowo :)
Mogę zrozumieć że tekst jest po angielsku, że dotyczy osób z dwóch kontynentów i trzech krajów, a nawet że myślą przewodnią jest całowanie. Ale żeby publicznie pisać o niemocy i leniuchowaniu, gdy może to przeczytać totalny leń zmuszony do pracy - tego nie daruję!
Jak ja teraz mam zaliczyć semestr w tydzień?!
Może następnym razem coś o zwalczaniu błogiej przypadłości lenistwa? :)
@ allocator
fle… faktycznie trudne:) no, sztuka dawania pyska po ludzku. a tekst dotyczy jak na mój gust więcej niż dwóch osób. on nawet małp dotyczy. przy okazji w ten sposób nam się otwiera trzeci kontynencik;) nieważne, fajnie mi się to czytało:)
poza tym ja jestem też jestem leń zmuszony do pracy. muszę dziś jeszcze coś wysmażyć o wyborach we francji, błeee, niech je szlag. a zwalczać błogich przypadłości nie umiem. szefostwo mnie czasem umie zmusić, ale nie dziś. sesji tudzież zaliczania czegokolwiek za bardzo nie mam, ale swoje wiem na ten temat.
a wszystko przez te cholery, co po lesie hasały…:] grrrr!!!
pozdr,
mw
To już jest złośliwość, przecież to jest po angielsku. A ja nie umiem!!!!!!!!!!
Pozdr.
czasem jeszcze lubię dać po hiszpańsku:) jestem gorsza niż węglarczyk w kwestii linków:)
pozdr,
mw
Daj znać, kiedy ktoś to przetłumaczy. A następnym razem pamiętaj, że nie jesteś na forum lingwistycznym, tylko przaśno-polskim. :)
Pozdr.
mhm. wredota. wybrzydzająca. przaśna. odchodząca. qrcze.
A co, nie podobało Ci się moje odejście? Co zrobiłem nie tak?
Pozdr.
idealne. wręcz koncertowe:) swoją drogą ciekawe, że niektórzy nie patrzą na tagi i że nie czyni tego sam jankes;) dla mnie to pierwsze na co patrzę, po tytule;) może to przez tę ślepą miłość do rss-ów:) w każdym razie radości mi dostarczyłeś całkiem sporo;))
Eeee tam po hiszpańsku. Esp-eng to nawet słownik google jest ;)
@ allocator
no właśnie, dopóki coś ma znajome literki to zawsze da się przetłuaczyć;) z chińskim to byłby kłopot… zwłaszcza że nie odróżniam go od japońskiego i tych innych żółtkowatych.
No to się cieszę. I dziękuję, za treść i styl Twojego wpisu, który był pierwszym. Dało mi to chwilę radości, która - acz nie planowana - przyjemną była bardzo.
Pozdr.
@ popisowiec
ach, dziękuję, dziękuję:) tośmy sobie posłodzili:D ale dziś taki w ogóle słodki dzień, tylko te barany… jedne… wkurzające, no!
pozdr,
mw
marta&allocator
Cholerne wykształciuchy europejskie z normalnej Polski. Wrrr… :)
Pozdr.
No wiesz, zasłużylaś sobie. Gdybyś od razu ujawniła tagi, byłoby po zawodach. A tak, skacowany Jankee się nabrał. Tylko że po takim numerze mam pewnie embargo na SG. :)
Pozdr.
e tam;) yankee po prostu za grosz nie ma poczucia humoru (mam nadzieję, że śpi i nie słyszy;)), a i zbyt wiele nie widzi, zanim mu się lopatologicznie nie przekaże. poza tym ujdzie nawet:) no i na pewno by cię błagał, jakbyś odchodził:)
Nie błagałby. Raz, że ja mikrob netowy jestem, a dwa, że ma kiepskie doświadczenia z błaganiem i odchodzeniem.
Pozdr.
mówisz? ja tam nie wiem. nie znam się na polskich jankesach. na amerykańskich trochę bardziej:)
pozdr,
mw
Niedawno wypełniałem formularz wizowy do Chin. Ubaw miałem niezły :D Na szczęście były obok polskie literki, choć nie do końca sensownie przetłumaczone. Co nie zmienia faktu, że nie wierzę żeby jakikolwiek chińczyk cokolwiek zrozumiał z tych krzaczków.
A właścicielka bloga dziś w wewnętrznym rozdarciu. Raz słodzi, za moment wyzywa od baranów :)
A dużo Ci tej amerykanistyki zostało? I co potem? :?
@ allocator
oni to rozumieją, poznałam paru chińczyków w stanach. są bardzo mądrzy i dużo rozumieją;) znaczki też:)
a rozdarcie… no jest, jest. chciałam być z nimi. nie mogłam. praca. wolnego nie załatwili. lajfów mało było. maila żadnego, choć obiecywali. adam z tezeuszem mieli reportować. nie reportowali. jankesowi wysłałam dwa maile. nie raczył nawet spojrzeć pewnie. a gniewko sms-a mi wisi. barany i tyle.
pozdr,
mw
@ popisowiec
jakiś miesiąc;) pomijając fakt, że nadal nie mam ani jednego słowa magisterki, więc pewnie jednak więcej. szukam jakiegoś znanego dziennikarza, coby mi pracę zaczął. jeden obiecał, ale ja też mu różne rzeczy obiecywałam… rozumiesz no. może na jankesa spróbuję zwalić. w końcu to tylko jedno zdanie. a musi być ładne. żeby się dobrze pisało dalej.
a potem? nic potem. to samo, co teraz:) dwie prace naraz, ale już bez studiów:) chyba że wymyślę sobie doktorat albo jakieś drugie studia, kto to wie, co będzie jesienią… a wcześniej wakacje. 5 dni urlopu mam. właściwie 4,5. sporo:)
pozdr,
mw
To już końcówka, czyli formalność, czyli drobiazg.
Jutro się pomądrzę na ten tenat. Muszę się wyłączyć.
Cześć
@ popisowiec
dobrej nocki:)
popisowiec:
“końcówka, czyli formalność, czyli drobiazg”
Dobre sobie…
Za mną ten drobiazg hmm, nawet nie pamiętam już ile, 4 lata(?) się już ciągnie…
Marta:
Na Twoim miejscu to bym sobie dostęp do netu na ten miesiąc odciął…
@ follow
bez netu nie napiszę nic;) piszę o sprawach aktualnych, głównie ma to się opierać na archiwach gazet. ma…;) t
też mam wrażenie, że trochę się ten drobiazg pociągnie ;p
pozdr,
mw
też mam ten dylemat… bez netu nie idzie pracować, a z netem.. nie idzie pracować.
Stałe łącze to przekleństwo, kiedyś to się przynajmniej impulsy oszczędzało. Przegrana sprawa. A teraz jeszcze Salon :-/
Artykuł rzeczywiście niezły, choć musiałem sobie pomagać słownikiem.
Ale mam pytanie Marto trochę nie na temat, jako osoba “zajmująca” się Ameryką proszę wytłumacz mi z grubsza jaka jest pozycja szefa personelu Białego Domu. Jak ważna jest to pozycja? Pytanie zadaję ponieważ ostatnio dyskutowałem z kimś na temat ważności stanowisk w systemie politycznym Stanów i jako fan “west wing” wymieniłem także tą funkcję ale wiem o niej tyle co z tego serialu się dowiedziałem.
Pozdrawiam.
@ kriskul
fajnie, że arykuł fajny, mnie zachwycił:
co do szefa personelu - nie wiem, czy porównanie jest do końca adekwatne, ale lepsze mi nie przychodzi na myśl - to cóś w rodzaju szefa kancelarii polskiego prezydenta. funkcje administracyjne, nadzór nad white house staff, dbanie, żeby prezydent dotarł wszędzie, planowanie wizyt, w pewnym sensie też pośredniczenie w komunikacji z opinią publiczną. taki sobie urzędnik. wysoki raczej. co więcej mogę powiedzieć… niektórzy dorabiali się niezłej pozycji, np. james baker za reagana. obecny chyba do takowych nie należy, bo kojarzę tylko, że to taki szarawy pan w okularkach, a nazwiska za nic nie przypomnę;)
pozdr,
mw