Marta Wawrzyn

Polaku, bronisz pedofila!

27/09/2009 · 3 komentarzy

Aresztowali Polańskiego za sprawki sprzed 30 lat. Wielki szok, wielkie poruszenie. W sieci, w świecie sztuki i w rodzinie (mamusi nie podlinkuję). Nawet prezydenta ruszyło! I ekspertów karnistów.

Przebijam się przez polskie szaleństwo na Twitterze. Będzie ekstradycja, rzuca Michał Kolanko. Szok. Ale może zrobi się szum medialny na miarę OJ-a, znów Kolanko. Nadzieja. Skoro nie wpuścili Zakopowera do USA , to może Polańskiego też nie wpuszczą, to Grzegorz Osiecki z “Dziennika”. Hahaha. Sympatyczne hahaha. A to Azrael: To jak? Romana bronimy jako twórcę, Polaka czy Żyda? Bo że bronimy – to jasne. Za “Pianistę”, za “Rosemary baby”, za “Chinatown”….

Jasne? A czemu właściwie jasne? Bo jest Polakiem? Bo jest wielkim reżyserem? Bo go znają i cenią na Zachodzie jako jednego z niewielu Polaków? A gdyby był Niemcem? Wielkim niemieckim reżyserem, który nakręcił “Pianistę” (to dopiero by było!), “Rosemary baby” i “Chinatown”? Albo coś jeszcze większego, wspanialszego, bardziej genialnego? Co wtedy? Też byśmy kładli się Rejtanem na amerykańskim lotnisku, gdzie nasz artysta pewnie wkrótce zawita? No pewnie, że nie!

To tylko głupia solidarność narodowa każe nam bronić człowieka, który, jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, zrobił rzecz obrzydliwą, po czym uciekł na drugi koniec świata przed karą. Każe nam myśleć, że go wrobili. Myśleć, że to spisek, że to dziwne (Piotr Wereśniak, też artysta), że Szwajcarzy są podli, że mogli nie zapraszać przecież. Że układ, układ, układ.

A przecież gdyby pan Polański był jakimś zwykłym facetem i dokonał swego dzieła w dzisiejszych czasach, do końca życia nie wyszedłby z pudła, a współwięźniowie już by mu pokazali, kto rządzi światem i do czego jaka część ciała służy. A kiedy już by go wypuszczono, premier nasz, Donald Tusk, ps. Castro, użyłby magicznego medykamentu i ciach. Byłoby po sprawie.

O, ten pan tutaj zgrabnie to ujął:

Polanski is lucky he was not arrested in his native Poland. The auteur could have lost his manhood: klik.

Tricky but not true. I to nie tylko z powodu zawiłości kwestii ekstradycyjnych. Narodzie nasz, czy naprawdę nie jest ci wstyd? Co z tobą jest nie tak? Czyżbyś aż tak skarłowaciał, aż tak łaknął wielkości, aż tak się zakompleksił, że jest ci wszystko jedno, jaki to człowiek, ten nasz sławny człowiek? Że nie potrafisz być uczciwy wobec samego siebie?

I co ze mną jest nie tak, skoro też wolałabym, aby do dzisiejszego zdarzenia nigdy nie doszło?

Komentarzy: → 3Kategorie: Ameryka · Celebrities · Film · Polska · Prawo

Sikaj pod prysznicem, kąp się z sąsiadką!

06/08/2009 · Dodaj komentarz

Brazylijscy ekolodzy namawiają naród do sikania pod prysznicem. Podobno można w ten sposób zaoszczędzić 4.380 litrów wody i uratować spory kawałek lasu tropikalnego. Sikać warto tym bardziej, że – jak pokazuje zabawna reklamówka prezentowana w TV i kinach – czynią to wszyscy, bez względu na wiek, płeć i pozycję społeczną. Nawet gwiazdy sikają, te prawdziwe (szkoda, że zapomnieli o Kelly Clarkson) i te nieprawdziwe, jak King Kong.

Ciekawe to, bardzo ciekawe. Choć nie tak ciekawe jak mogłoby być na przykład kąpanie się z sąsiadką. Byłabym wdzięczna ekologom, gdyby nakręcili jakąś reklamówkę na ten temat, a następnie dyskretnie przekazali ją pewnemu uroczemu mężczyźnie next door. :)

→ Zostaw KomentarzKategorie: Reklama · Społeczeństwo

Nowy film Coenów – “A Serious Man”

31/07/2009 · Dodaj komentarz

Do sieci właśnie trafił trailer nowej czarnej komedii braci Coenów, “A Serious Man”. Rzecz dzieje się w Minnesocie w 1967 roku, bohaterem jest żydowski wykładowca, który ma problemy egzystencjonalno-emocjonalne, a na dodatek chce go rzucić żona. Premiera za Oceanem 2 października.

→ Zostaw KomentarzKategorie: Film

Gdzie nasze media mają wolność waszą

15/06/2009 · 2 komentarzy

Obejrzałam “Fakty”. Obejrzałam “Wiadomości”. Przez cały dzień gapiłam się na czołówki portali. I widzę, że nie kumamy.

Zhakowana strona prezydenta. Ataki na kolejne rządowe witryny. Akcja na Twitterze. I setki, jeśli nie tysiące internautów donoszących na żywo, co się dzieje. Strona główna Twittera zrobiła mi się dziś zielona od ich wpisów, opatrzonych charakterystycznymi awatarami z hasłem “Where is my vote?”. Dodaję ich wszystkich do obserwowanych, choć nie jestem w stanie przez to czytać normalnie wiadomości. Ale to bardziej interesujące od czołówek CNN i pogawędek warszawki. Co jakiś czas pojawia się też notka od samego Musawiego, tego, który oficjalnie przegrał niedzielne wybory.

Niedoszłemu prezydentowi założono również konto na Flickr. Tam też jest szał. Na zdjęciach widać demonstrujące tłumy. Widać policję pałującą dzieciaki. Widać rannych, a kto wie, może i zabici już są. Mimo że w Iranie władze blokują ludziom internet, w świat przedostają się i zdjęcia, i notki, i filmy wideo. Co jakiś czas na Twitterze przekaz cichnie i wtedy zastanawiamy się, co się dzieje z naszymi Persami. Potem znów nadają. Zhakowaliśmy stronę kolejnego delikwenta, milion ludzi demonstruje, biją nas, biją!

Nic dziwnego, że dzieciaki z całego świata obserwują ten serial, podają dalej notki, dbają o to, by tag #IranElection nie spadł z najchętniej czytanych. To wciąga, nawet kiedy nie masz specjalnie świadomości, o co chodzi. Ja na przykład też pełnej świadomości nie mam, bo pychą byłoby twierdzić inaczej po lekturze wyrywków na amerykańskich portalach – ale notki z prośbą o hakowanie stron oficjeli bez wyrzutów sumienia przekazuję dalej.

Choć wcale nie jestem przekonana o zwycięstwie Musabiego, ba, wierzę raczej w to, że przegrał i głosy policzono w miarę uczciwie. Bo przecież Iran to nie tylko dzieciaki z Teheranu, które właśnie miażdżą mundurowi. To też prowincja, która prezydenta Ahmadineżada hołubi za złudne poczucie siły. Za to, że obiecał im, iż w kolejnej kadencji uczyni ich kraj potęgą gospodarczą. Potęgą polityczną uczynił w tej kadencji, gdyby ktoś nie wiedział. Możliwe, że jednak wygrał te wybory.

Mimo to uważam, że w Iranie źle się dzieje. Banalna sprawa: nawet jeśli protestujący stanowią mniejszość, zasługują na wysłuchanie, a nie pałowanie. Jeśli ich nie wysłuchają, będzie rewolucja. Dostrzegły to już światowe media, w których Iran zajmuje czołówki. Zaczęło się od blogów i platform blogerskich, takich jak Huffington Post, skończyło się na seriach zdjęć w poważnych gazetach i dziesiątkach materiałów w CNN i innych telewizorniach.

A u nas nic. Cisza. Cały dzień przeglądam portale, cisza. Oglądam “Fakty”, oglądam “Wiadomości”, cisza. Czytam blogi, tu jakieś głosy zaczynają ciszę przerywać. Słabiutkie na razie, ale już są. No i lajf na jedynce Gazeta.pl. Średnio wiedzą, o czym piszą, ale przynajmniej są w miarę dokładni. Coś się ruszyło i dobrze – ale to wciąż mało.

Obudź się, Polsko. Tam się dzieje coś wielkiego. Tam chodzi o wolność waszą i naszą.

Komentarzy: → 2Kategorie: Internet · Społeczeństwo · Świat

Kotka na rozgrzanym dachu Watergate

11/06/2009 · Dodaj komentarz

Aresztowali byłego asystenta bulteriera. Pobili polską Joe Hydrauliczkę. A teraz jeszcze włamanie do biura szefa. To dla PiS-u aż nadto, żeby zwrócić się do premiera z uprzejmym pytaniem, czy nie jest przestępcą.

Kiedy rano złośliwie pytałam, czy o włamanie do biura prezesa PiS i kradzież potencjalnego gwoździa Zbigniewa Ziobry też zostanie oskarżona Platforma, czytelnicy Pardonu uznali, że przegięłam. Że ja, zła, głupia i brzydka na dodatek miłośniczka, jak to mówią, Ryżego, próbuję zrobić z polityków PiS wariatów. Żebym lepiej dzień święty święcić poszła. Dzień święty skończyć się nawet nie zdążył, a tu taka niespodzianka! Jacek Kurski postanowił mi we wszystkich zarzucanych czynnościach dopomóc. Co tam dopomóc, on mnie godnie zastąpił.

Daleko mi do histeryzowania, ale to trochę dziwne, że w końcówce kampanii doszło do takiej serii, powiedział dziś tygodnikowi “Wprost” poseł, informując, że jego klub zamierza wystosować interpelację do premiera. Zapytają w niej, czy to przypadek, że żyjące sobie do tej pory spokojnie osoby, takie jak podejrzany o oszustwa na kwotę 35 tysięcy zł jego były współpracownik czy paplająca wykluczające się nawzajem słowa oskarżenia Anna Cugier-Kotka nagle, po zaangażowaniu się w kampanię PiS, stają się ofiarami przestępstw.

Pytanie zostanie skierowane do premiera, zapewne dlatego że to on osobiście wysyłał na akcję odzianego w lansiarską skórę i dobraną pod kolor oczu kominiarkę Sławomira Nowaka. Nowak z kolei na pewno zrobił sobie sweetuśne focie z licznych rozbojów, które chętnie Kurskiemu przekaże i wszystko będzie jasne.

Co tam będzie. Już jest! Bo Kurski z pewnością ma dowody, tylko z wrodzonej skromności ich nie pokazuje. Inaczej przecież nie obrażałby premiera Rzeczpospolitej pytaniem, czy nie jest on bandytą, wykradającym laptopy i atakującym kobiety zza węgła. Biorąc pod uwagę fakt, że poseł ów jest bardzo poważnym człowiekiem, to musi być coś na miarę akcji ludzi Nixona w hotelu Watergate, co prawda nieudolnie wykonanej i zamiast szkód przynoszącej pokrzywdzonemu poprawę wizerunku, ale nie ma co kręcić nosem. Jaka fantazja, takie bajki, jakie elity, taka afera Watergate.

Teraz pozostaje tylko znaleźć Woodwarda i Bernsteina albo chociaż jednego z nich (bo kryzys, ważna dla PiS-u sprawa). Wszak jakaś niezdemoralizowana dziennikarska dusza musi uratować opozycję przed kolejnymi atakami, mającymi na celu jej zakneblowanie i poobijanie, a następnie zrobienie z Polski drugiej Białorusi. Może ktoś z “Dziennika” by podołał? O, ja głupia, zapomniałam! Przecie Palikot tam już wprowadził swoich, a wszyscy porządni ludzie wylądowali na bruku.

Przekichane. Pora poprosić o azyl w Chinach.

→ Zostaw KomentarzKategorie: Oszołomstwo · Polityka · Polska

Głupia byłam. Przepraszam

30/05/2009 · 13 komentarzy

Jako że na Pazurku wciąż wisi jak wyrzut sumienia tekst “Nie płakałam po katarynie”, który wciąż tu i ówdzie jest linkowany jako głos zgody z “Dziennikiem”, wyjaśniam.

Owszem, przeszkadza mi chamstwo w internecie. Sama je zwalczam i zwalczać będę, stosując prosty i skuteczny sposób: tniemy równo z trawą. Przeszkadza mi też fakt, że niektórzy blogerzy (IMHO mniejszość) uważają się za święte krowy, których ani krytykować, ani pozywać nie wolno. Domagacie się praw takich jak dziennikarze, a obowiązkami to już gardzicie? Nieładnie.

ALE! Ale to wszystko jest niczym przy bezczelnych kłamstwach “Dziennika”, na których zbudowano całą krucjatę przeciwko internetowi (przede wszystkim pierwsze i najważniejsze, to, które legło u podstaw ujawnienia kataryny: ona NIE szkoliła dziennikarzy Kwiatkowskiego), przy chamstwie kierownictwa tej gazety, przy ich nierzetelności i kompletnej nieznajomości tematu, przy przysłowiowym rżnięciu głupa w kolejnych tekstach stanowiących nagonkę na całą blogosferę.

Przepraszam wszystkich blogerów i internautów, którzy odnieśli wrażenie, że nie jestem po ich stronie. Głupia byłam.

Komentarzy: → 13Kategorie: Internet · Media

Pan redaktór ze ściekowiskiem nie gada

28/05/2009 · Dodaj komentarz

Ale zaszczyt mnie dziś kopsnął! Nie z tej ziemi. Ze świata alternatywnego zwanego “Dziennikiem”.

Rano na Twitterze, gdzie ostatnio lansują się Bielan z Kamińskim, sporo blogerów i trochę misiów z “Dziennika”, nawinął mi się Michał Karnowski. Postanowiłam więc go grzecznie spytać, czemu oni tam wszyscy rżną głupa. Bo on coś o pogłębianiu debaty zaczął. To mu piszę, że ludzie wiedzą. I że mają dosyć. On mnie pyta, jacy ludzie. Ja na to, że ludzie nieźle mi znani.

Tak się bowiem śmiesznie złożyło, że swego czasu “Dziennik” był uprzejmy zamieścić niusa na temat mojej skromnej osoby. Nius był z palca wyssany, konkretnie z palca Mikołaja Wójcika. Sposób, w jaki Wójcik i jego palec mnie załatwili, dał mi całkiem ładny obraz tego, jak się w “Dzienniku” robi niusy. Zaczęłam więc uważniej słuchać dementi polityków. Niespodzianka, często faktycznie to oni mówili prawdę. O zgrozo.

W każdym razie o niusie miało być. Niusa o niusie zoczył Jarecki Jacek. I zaczepia mnie ów Jarecki takimi oto słowy:

O Tobie dali newsa? Poważnie? :) No, jakby nie było pobiłaś Azraela na głowę. O nim newsów nie było – chyba… :)))

Jako że Jarecki to prosty chłop, który kiedyś w dyskusji używał argumentu moich cycków, postanowiłam napisać tak, coby zrozumiał:

A jak tam Twój nowy tekst do działu “Opinie”, już się pisze czy czekasz na tezy z Niemiec? (:

Obrzydliwie głupi i prostacki dowCip, przyznaję. No ale to do Jareckiego było, żeby się chłopina długo głowić nie musiał. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast równie mądrej odpowiedzi od Jareckiego wyskoczył mi znów szanowny redaktor “Dziennika”:

Sorry, ale za to “już się pisze czy czekasz na tezy z Niemiec? (:” wywalam Cię. Ściekowisk intern. i tak za wiele.

Chwilę potem Michał Karnowski jak powiedział tak zrobił. A najgorsze, że nie tylko mnie wywalił, ale też zamknął dostęp do swojego cennego blogaska. Biedaczyna nie wpadł na to, że jak chcę, to i tak go widzę (internetowe chamy tak umieją), ale pal go licho. Grzeszy pychą nie od dziś, więc jakoś bardzo się nie zdziwiłam. Choć żaden szanujący się internauta nie zakończyłby dyskusji w ten sposób. :)

Wniosków nie będzie, bo to mało znaczący bzdet. Galopek ma lepszego niusa i wnioski też lepsze. Gratuluję, dobra robota.

→ Zostaw KomentarzKategorie: Głupota · Internet · Media

Pani Kotka z TV Puls to nie Joe Hydraulik

24/05/2009 · 2 komentarzy

Polski Joe Hydraulik? – zapytał rano na Twitterze, niby to z przymrużeniem oka Adam Bielan, ciesząc się z psikusa, jaki PiS zrobił Platformie.

Napisałam Bielanowi, że między bohaterem amerykańskiej kampanii a panią Anią ze spotu jest poważna różnica: Joe Hydraulik nie był aktorem. Był sobą. Był Samuelem Josephem Wurzelbacherem, który na wiecach Johna McCaina występował jako on sam, przejaskrawiając nie czyjeś, lecz swoje własne problemy. Oczywiście, Demokraci szybko znaleźli w tej postaci mnóstwo sprzeczności, odkryli, że tu i ówdzie nakłamał i w rzeczywistości nie był nawet hydraulikiem, bo nie miał licencji. Ale faktycznie jako redneckowski krzykacz bojący się utraty wolności i własnej kasy raczej w tej kampanii Republikanom pomógł niż zaszkodził.

W przypadku pani Ani, pielęgniarki ze spotu PiS, podebranej Platformie, trudno liczyć na to samo. Dotąd wiedzieliśmy, że jest wynajętą aktorką – co już odbierało jej punkty. Dziś “Dziennik” podał jej nazwisko. Anna Cugier-Kotka. Kilka kliknięć i mamy jasność: kierownik produkcji TV Puls, wcześniej w Superstacji. Sądząc po liście znajomych na popularnych profilach społecznościowych, m.in. Naszej Klasie i GoldenLine, sporo bywa i chętnie przyjaźni się z wszystkimi. Jest tam i Robert Biedroń, i Jacek Kurski, i Ryszard Kalisz, i trochę znanych dziennikarzy. Jej prawo.

Ale ponieważ panowie spin doktorzy zapowiadali bombę, spodziewałam się, że podczas występu na konwencji PiS w Chorzowie pani Cugier-Kotka ujawni swoją prawdziwą twarz i wyjaśni, dlaczego zmieniła zdanie i dziś woli PiS od PO. Niestety, nieprzedstawiona nawet przez Michała Kamińskiego z nazwiska “pani Ania” wyrecytowała jedynie wierszyk, będący rozszerzoną wersją spotu. Dlatego ja w tych wyborach daję rządowi żółtą kartkę, sztucznym tonem zakończyła nudną mowę pani Cugier-Kotka. Jak w spocie.

A ja się chciałam dowiedzieć, czemu szefowa produkcji TV Puls, pani Anna Cugier-Kotka, osoba, której, sądząc po zajmowanym przez nią stanowisku, raczej nie wiedzie się dziś gorzej niż za rządów PiS, jednak zmieniła zdanie. Dlatego że stoi w korkach? For Christ’s sake!, a za Jarosława to Pani tramwajem jeździła!?

Gdyby PiS faktycznie pozyskał nie postać graną przez panią Cugier-Kotkę, lecz ją samą, osobę zajmującą wysokie stanowisko w dużej telewizji, której z jakiegoś powodu kryzys i rząd Tuska dały się we znaki, byłoby to wydarzenie. Byłoby czego posłuchać, byłoby się nad czym pochylić i zastanowić. Może w jakiś sposób przyrównać do siebie (choć – trzymając się PiS-owskiej retoryki – nie wiem, co wspólnego ma z milionami klepiących biedę Polaków ta idealnie ubrana i wylansowana osóbka prosto z warszawki), zastanowić się, czy nas też nie czeka jej straszny los.

A tu dostaliśmy stanie w korkach i u lekarza. I choćbyśmy chcieli wierzyć, nie potrafimy. Bo kogo jak kogo, ale recytującą znudzonym głosem swoją kwestię kierownik produkcji w TV Puls chyba jednak stać na prywatnego lekarza, który poświęci jej tyle czasu, za ile mu zapłaci. W przeciwieństwie do milionów ludzi, które muszą czekać na swoją kolej, dokładnie tak samo jak za rządów Kazia, a po nim Jarosława.

Panowie spin doktorzy, psikus się nie udał.

Komentarzy: → 2Kategorie: Polityka · Polska · Reklama

Nie płakałam po katarynie

22/05/2009 · 14 komentarzy

Do stolika dziennikarskiego w Sejmie podchodzi reporter dużej telewizji. O co chodzi z tą blogerką, o której pisze “Dziennik”? Kolega tłumaczy, o co chodzi. Aha… Ale to takie insajderskie jest. Może z tysiąc osób by zainteresowało. Nie ma sensu robić materiału.

Uśmiechnęłam się krzywo, słysząc tak brutalne podsumowanie rzeczywistości, w której sama żyję. No tak, kogo to obchodzi. A w światku histeria taka, jakby nam niepodległość zabierali, do więzień wtrącali, jeść nie pozwalali. Czuma syn mówi nie kłamcie – niedobrze. “Dziennik” mówi nie bądźmy dwulicowi – też niedobrze. Bo nie chodzi o treść, lecz, mili państwo, o formę. Czuma sypał wulgarnymi określeniami, “Dziennik” ohydnie szantażował.

To te dwie rzeczy – wulgaryzmy Czumy i szczeniacki szantażyk “Dziennika” – są główną issue w blogosferze. Nie jest nią uchylanie się od odpowiedzialności przed sądem za własne słowa, nie jest nią fakt, że pani prezes Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ma dwie twarze, nie są nią też takie słowa owej prezes (za “Dziennikiem”):

Gdyby znano moje nazwisko, to każdy polityk czy dziennikarz, którego krytykowałam, mógłby mnie pozwać – choćby o 10 tysięcy złotych odszkodowania. A ja nie miałabym szans w zderzeniu z ich prawnikami.

A tymczasem to właśnie nad nimi powinniśmy się pochylić, to je powinniśmy cytować. Bo oto pani Katarzyna uważa się za osobę, której z jakiegoś powodu nie wolno pozywać. Mnie wolno pozywać, moich kolegów dziennikarzy można pozywać, mojego sąsiada mogę pozwać, nawet prezesa PiS można pozwać, ba, można z nim wygrać. Pani Katarzyny nie wolno. Ma ona święte i niezbywalne prawo na podstawie strzępków wyguglowanych informacji tworzyć alternatywną rzeczywistość, której bohaterami są znane z imienia i nazwiska osoby, i nie ponosić za to żadnej odpowiedzialności. A prawo takie ma, bo – uwaga, uwaga – sama je sobie nadała.

Oprócz nadania sobie statusu świętej krowy i żądania, żeby wszyscy go respektowali, bo tak, pani prezes wymyśliła, jak być i nie być jednocześnie. Nie dbająca o popularność ani o laury blogerka zaczęła rozmawiać z dziennikarzami. Wywiady, autografy, o ja zawiedziona, o ja niezależna, o jak mnie wszyscy chcą w redakcji, ale ja odmawiam, och, ach. Robert Mazurek, który z tą panią się spotykał, obrał sobie rolę jej trybuny propagandowej. Jego prawo.

Ale nieujawnianie informacji, w których posiadaniu się jest, rzadko w mediach stanowi prawo. Jeśli więc “Dziennik” dowiedział się, kim jest uparcie strzegąca prawa do – cytując komentarz Pawła Wrońskiego z “GW” – strzelania zza węgła internautka, nie widzę powodu, dla którego miałby tego nie podać do publicznej wiadomości. Styl, w jakim wykonał swoją powinność, telefony, straszenie, próby, ekhem, “negocjacji”, i wreszcie szopka pod hasłem nie ujawniamy nazwiska, tylko podajemy wszystkie dane, to obrzydlistwo. Jeśli nieprawdą jest informacja o szkoleniu przez jej fundację dziennikarzy TVP Kwiatkowskiego, to kataryna ma nawet szansę odegrać się w sądzie.

Ci, na których temat nieprawdę napisała kataryna, też taką szansę już mają. Dzięki “Dziennikowi”. Ale droga do ucywilizowania sytuacji, w której strzelający w plecy anonim uważany jest za bohatera, niestety wciąż daleka. I, wbrew temu, co powiedział lekceważąco kolega z telewizji, powinna być ona przedmiotem troski nas wszystkich, a nie tylko garsteczki blogerów politycznych. Bo te insajderskie problemy dotyczą każdego, kto kiedykolwiek został obrażony bądź pomówiony w internecie.

Komentarzy: → 14Kategorie: Blogosfera · Internet · Media

Głupota dziennika “Dziennik”, przykład kolejny

22/04/2009 · 1 komentarz

Na czołówce “Dziennika” znalazłam tekst o wzroście polityków (na wypadek, gdyby zniknęło w tajemniczych okolicznościach – screeny tu). Twierdzą, że cytują wpis z bloga Kazimierza Marcinkiewicza:

Okazuje się, że państwową tajemnicę ujawnia na swoim blogu Kazimierz Marcinkiewicz. Według byłego premiera Lech Kaczyński ma 168 cm i jest o jeden centymetr wyższy od swojego brata bliźniaka. W internecie można znaleźć też inne wymiary głowy państwa – najniższy wynik to 163 cm, czyli tyle, ile wymieniła w wywiadzie Olejnik.

Zerkam więc na blog Kazia, a tam nowego wpisu ni hu hu. Wpisuję w Google “Kazimierz Marcinkiewicz wzrost” i wchodzę wprost na blog byłego premiera. Dokładniej, tutaj wchodzę. Tak, tak, wzrok was nie myli. Jest to komentarz internauty sprzed niemal roku. Internauta ów nie powołuje się na żadne źródło, tylko podaje cyferki. Te, które zacytował “Dziennik”. Aby się upewnić, przejrzałam blog Marcinkiewicza na piechotę. Nigdzie nie pisze o wzroście Kaczyńskiego ani żadnego innego polityka.

Kolegom z “Dziennika” gratuluję. Znowu nabraliście paru naiwniaków nabijających wam licznik odwiedzin. Well done.

→ 1 komentarzKategorie: Głupota · Media · Polityka