Marta Wawrzyn

Gdzie nasze media mają wolność waszą

15/06/2009 · Komentarzy: 2

Obejrzałam “Fakty”. Obejrzałam “Wiadomości”. Przez cały dzień gapiłam się na czołówki portali. I widzę, że nie kumamy.

Zhakowana strona prezydenta. Ataki na kolejne rządowe witryny. Akcja na Twitterze. I setki, jeśli nie tysiące internautów donoszących na żywo, co się dzieje. Strona główna Twittera zrobiła mi się dziś zielona od ich wpisów, opatrzonych charakterystycznymi awatarami z hasłem “Where is my vote?”. Dodaję ich wszystkich do obserwowanych, choć nie jestem w stanie przez to czytać normalnie wiadomości. Ale to bardziej interesujące od czołówek CNN i pogawędek warszawki. Co jakiś czas pojawia się też notka od samego Musawiego, tego, który oficjalnie przegrał niedzielne wybory.

Niedoszłemu prezydentowi założono również konto na Flickr. Tam też jest szał. Na zdjęciach widać demonstrujące tłumy. Widać policję pałującą dzieciaki. Widać rannych, a kto wie, może i zabici już są. Mimo że w Iranie władze blokują ludziom internet, w świat przedostają się i zdjęcia, i notki, i filmy wideo. Co jakiś czas na Twitterze przekaz cichnie i wtedy zastanawiamy się, co się dzieje z naszymi Persami. Potem znów nadają. Zhakowaliśmy stronę kolejnego delikwenta, milion ludzi demonstruje, biją nas, biją!

Nic dziwnego, że dzieciaki z całego świata obserwują ten serial, podają dalej notki, dbają o to, by tag #IranElection nie spadł z najchętniej czytanych. To wciąga, nawet kiedy nie masz specjalnie świadomości, o co chodzi. Ja na przykład też pełnej świadomości nie mam, bo pychą byłoby twierdzić inaczej po lekturze wyrywków na amerykańskich portalach – ale notki z prośbą o hakowanie stron oficjeli bez wyrzutów sumienia przekazuję dalej.

Choć wcale nie jestem przekonana o zwycięstwie Musabiego, ba, wierzę raczej w to, że przegrał i głosy policzono w miarę uczciwie. Bo przecież Iran to nie tylko dzieciaki z Teheranu, które właśnie miażdżą mundurowi. To też prowincja, która prezydenta Ahmadineżada hołubi za złudne poczucie siły. Za to, że obiecał im, iż w kolejnej kadencji uczyni ich kraj potęgą gospodarczą. Potęgą polityczną uczynił w tej kadencji, gdyby ktoś nie wiedział. Możliwe, że jednak wygrał te wybory.

Mimo to uważam, że w Iranie źle się dzieje. Banalna sprawa: nawet jeśli protestujący stanowią mniejszość, zasługują na wysłuchanie, a nie pałowanie. Jeśli ich nie wysłuchają, będzie rewolucja. Dostrzegły to już światowe media, w których Iran zajmuje czołówki. Zaczęło się od blogów i platform blogerskich, takich jak Huffington Post, skończyło się na seriach zdjęć w poważnych gazetach i dziesiątkach materiałów w CNN i innych telewizorniach.

A u nas nic. Cisza. Cały dzień przeglądam portale, cisza. Oglądam “Fakty”, oglądam “Wiadomości”, cisza. Czytam blogi, tu jakieś głosy zaczynają ciszę przerywać. Słabiutkie na razie, ale już są. No i lajf na jedynce Gazeta.pl. Średnio wiedzą, o czym piszą, ale przynajmniej są w miarę dokładni. Coś się ruszyło i dobrze – ale to wciąż mało.

Obudź się, Polsko. Tam się dzieje coś wielkiego. Tam chodzi o wolność waszą i naszą.

Komentarzy: → 2Kategorie: Internet · Społeczeństwo · Świat

Kotka na rozgrzanym dachu Watergate

11/06/2009 · Skomentuj

Aresztowali byłego asystenta bulteriera. Pobili polską Joe Hydrauliczkę. A teraz jeszcze włamanie do biura szefa. To dla PiS-u aż nadto, żeby zwrócić się do premiera z uprzejmym pytaniem, czy nie jest przestępcą.

Kiedy rano złośliwie pytałam, czy o włamanie do biura prezesa PiS i kradzież potencjalnego gwoździa Zbigniewa Ziobry też zostanie oskarżona Platforma, czytelnicy Pardonu uznali, że przegięłam. Że ja, zła, głupia i brzydka na dodatek miłośniczka, jak to mówią, Ryżego, próbuję zrobić z polityków PiS wariatów. Żebym lepiej dzień święty święcić poszła. Dzień święty skończyć się nawet nie zdążył, a tu taka niespodzianka! Jacek Kurski postanowił mi we wszystkich zarzucanych czynnościach dopomóc. Co tam dopomóc, on mnie godnie zastąpił.

Daleko mi do histeryzowania, ale to trochę dziwne, że w końcówce kampanii doszło do takiej serii, powiedział dziś tygodnikowi “Wprost” poseł, informując, że jego klub zamierza wystosować interpelację do premiera. Zapytają w niej, czy to przypadek, że żyjące sobie do tej pory spokojnie osoby, takie jak podejrzany o oszustwa na kwotę 35 tysięcy zł jego były współpracownik czy paplająca wykluczające się nawzajem słowa oskarżenia Anna Cugier-Kotka nagle, po zaangażowaniu się w kampanię PiS, stają się ofiarami przestępstw.

Pytanie zostanie skierowane do premiera, zapewne dlatego że to on osobiście wysyłał na akcję odzianego w lansiarską skórę i dobraną pod kolor oczu kominiarkę Sławomira Nowaka. Nowak z kolei na pewno zrobił sobie sweetuśne focie z licznych rozbojów, które chętnie Kurskiemu przekaże i wszystko będzie jasne.

Co tam będzie. Już jest! Bo Kurski z pewnością ma dowody, tylko z wrodzonej skromności ich nie pokazuje. Inaczej przecież nie obrażałby premiera Rzeczpospolitej pytaniem, czy nie jest on bandytą, wykradającym laptopy i atakującym kobiety zza węgła. Biorąc pod uwagę fakt, że poseł ów jest bardzo poważnym człowiekiem, to musi być coś na miarę akcji ludzi Nixona w hotelu Watergate, co prawda nieudolnie wykonanej i zamiast szkód przynoszącej pokrzywdzonemu poprawę wizerunku, ale nie ma co kręcić nosem. Jaka fantazja, takie bajki, jakie elity, taka afera Watergate.

Teraz pozostaje tylko znaleźć Woodwarda i Bernsteina albo chociaż jednego z nich (bo kryzys, ważna dla PiS-u sprawa). Wszak jakaś niezdemoralizowana dziennikarska dusza musi uratować opozycję przed kolejnymi atakami, mającymi na celu jej zakneblowanie i poobijanie, a następnie zrobienie z Polski drugiej Białorusi. Może ktoś z “Dziennika” by podołał? O, ja głupia, zapomniałam! Przecie Palikot tam już wprowadził swoich, a wszyscy porządni ludzie wylądowali na bruku.

Przekichane. Pora poprosić o azyl w Chinach.

→ Leave a CommentKategorie: Oszołomstwo · Polityka · Polska

Głupia byłam. Przepraszam

30/05/2009 · Komentarzy: 13

Jako że na Pazurku wciąż wisi jak wyrzut sumienia tekst “Nie płakałam po katarynie”, który wciąż tu i ówdzie jest linkowany jako głos zgody z “Dziennikiem”, wyjaśniam.

Owszem, przeszkadza mi chamstwo w internecie. Sama je zwalczam i zwalczać będę, stosując prosty i skuteczny sposób: tniemy równo z trawą. Przeszkadza mi też fakt, że niektórzy blogerzy (IMHO mniejszość) uważają się za święte krowy, których ani krytykować, ani pozywać nie wolno. Domagacie się praw takich jak dziennikarze, a obowiązkami to już gardzicie? Nieładnie.

ALE! Ale to wszystko jest niczym przy bezczelnych kłamstwach “Dziennika”, na których zbudowano całą krucjatę przeciwko internetowi (przede wszystkim pierwsze i najważniejsze, to, które legło u podstaw ujawnienia kataryny: ona NIE szkoliła dziennikarzy Kwiatkowskiego), przy chamstwie kierownictwa tej gazety, przy ich nierzetelności i kompletnej nieznajomości tematu, przy przysłowiowym rżnięciu głupa w kolejnych tekstach stanowiących nagonkę na całą blogosferę.

Przepraszam wszystkich blogerów i internautów, którzy odnieśli wrażenie, że nie jestem po ich stronie. Głupia byłam.

Komentarzy: → 13Kategorie: Internet · Media

Pan redaktór ze ściekowiskiem nie gada

28/05/2009 · Skomentuj

Ale zaszczyt mnie dziś kopsnął! Nie z tej ziemi. Ze świata alternatywnego zwanego “Dziennikiem”.

Rano na Twitterze, gdzie ostatnio lansują się Bielan z Kamińskim, sporo blogerów i trochę misiów z “Dziennika”, nawinął mi się Michał Karnowski. Postanowiłam więc go grzecznie spytać, czemu oni tam wszyscy rżną głupa. Bo on coś o pogłębianiu debaty zaczął. To mu piszę, że ludzie wiedzą. I że mają dosyć. On mnie pyta, jacy ludzie. Ja na to, że ludzie nieźle mi znani.

Tak się bowiem śmiesznie złożyło, że swego czasu “Dziennik” był uprzejmy zamieścić niusa na temat mojej skromnej osoby. Nius był z palca wyssany, konkretnie z palca Mikołaja Wójcika. Sposób, w jaki Wójcik i jego palec mnie załatwili, dał mi całkiem ładny obraz tego, jak się w “Dzienniku” robi niusy. Zaczęłam więc uważniej słuchać dementi polityków. Niespodzianka, często faktycznie to oni mówili prawdę. O zgrozo.

W każdym razie o niusie miało być. Niusa o niusie zoczył Jarecki Jacek. I zaczepia mnie ów Jarecki takimi oto słowy:

O Tobie dali newsa? Poważnie? :) No, jakby nie było pobiłaś Azraela na głowę. O nim newsów nie było – chyba… :)))

Jako że Jarecki to prosty chłop, który kiedyś w dyskusji używał argumentu moich cycków, postanowiłam napisać tak, coby zrozumiał:

A jak tam Twój nowy tekst do działu “Opinie”, już się pisze czy czekasz na tezy z Niemiec? (:

Obrzydliwie głupi i prostacki dowCip, przyznaję. No ale to do Jareckiego było, żeby się chłopina długo głowić nie musiał. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zamiast równie mądrej odpowiedzi od Jareckiego wyskoczył mi znów szanowny redaktor “Dziennika”:

Sorry, ale za to “już się pisze czy czekasz na tezy z Niemiec? (:” wywalam Cię. Ściekowisk intern. i tak za wiele.

Chwilę potem Michał Karnowski jak powiedział tak zrobił. A najgorsze, że nie tylko mnie wywalił, ale też zamknął dostęp do swojego cennego blogaska. Biedaczyna nie wpadł na to, że jak chcę, to i tak go widzę (internetowe chamy tak umieją), ale pal go licho. Grzeszy pychą nie od dziś, więc jakoś bardzo się nie zdziwiłam. Choć żaden szanujący się internauta nie zakończyłby dyskusji w ten sposób. :)

Wniosków nie będzie, bo to mało znaczący bzdet. Galopek ma lepszego niusa i wnioski też lepsze. Gratuluję, dobra robota.

→ Leave a CommentKategorie: Głupota · Internet · Media

Pani Kotka z TV Puls to nie Joe Hydraulik

24/05/2009 · 1 komentarz

Polski Joe Hydraulik? – zapytał rano na Twitterze, niby to z przymrużeniem oka Adam Bielan, ciesząc się z psikusa, jaki PiS zrobił Platformie.

Napisałam Bielanowi, że między bohaterem amerykańskiej kampanii a panią Anią ze spotu jest poważna różnica: Joe Hydraulik nie był aktorem. Był sobą. Był Samuelem Josephem Wurzelbacherem, który na wiecach Johna McCaina występował jako on sam, przejaskrawiając nie czyjeś, lecz swoje własne problemy. Oczywiście, Demokraci szybko znaleźli w tej postaci mnóstwo sprzeczności, odkryli, że tu i ówdzie nakłamał i w rzeczywistości nie był nawet hydraulikiem, bo nie miał licencji. Ale faktycznie jako redneckowski krzykacz bojący się utraty wolności i własnej kasy raczej w tej kampanii Republikanom pomógł niż zaszkodził.

W przypadku pani Ani, pielęgniarki ze spotu PiS, podebranej Platformie, trudno liczyć na to samo. Dotąd wiedzieliśmy, że jest wynajętą aktorką – co już odbierało jej punkty. Dziś “Dziennik” podał jej nazwisko. Anna Cugier-Kotka. Kilka kliknięć i mamy jasność: kierownik produkcji TV Puls, wcześniej w Superstacji. Sądząc po liście znajomych na popularnych profilach społecznościowych, m.in. Naszej Klasie i GoldenLine, sporo bywa i chętnie przyjaźni się z wszystkimi. Jest tam i Robert Biedroń, i Jacek Kurski, i Ryszard Kalisz, i trochę znanych dziennikarzy. Jej prawo.

Ale ponieważ panowie spin doktorzy zapowiadali bombę, spodziewałam się, że podczas występu na konwencji PiS w Chorzowie pani Cugier-Kotka ujawni swoją prawdziwą twarz i wyjaśni, dlaczego zmieniła zdanie i dziś woli PiS od PO. Niestety, nieprzedstawiona nawet przez Michała Kamińskiego z nazwiska “pani Ania” wyrecytowała jedynie wierszyk, będący rozszerzoną wersją spotu. Dlatego ja w tych wyborach daję rządowi żółtą kartkę, sztucznym tonem zakończyła nudną mowę pani Cugier-Kotka. Jak w spocie.

A ja się chciałam dowiedzieć, czemu szefowa produkcji TV Puls, pani Anna Cugier-Kotka, osoba, której, sądząc po zajmowanym przez nią stanowisku, raczej nie wiedzie się dziś gorzej niż za rządów PiS, jednak zmieniła zdanie. Dlatego że stoi w korkach? For Christ’s sake!, a za Jarosława to Pani tramwajem jeździła!?

Gdyby PiS faktycznie pozyskał nie postać graną przez panią Cugier-Kotkę, lecz ją samą, osobę zajmującą wysokie stanowisko w dużej telewizji, której z jakiegoś powodu kryzys i rząd Tuska dały się we znaki, byłoby to wydarzenie. Byłoby czego posłuchać, byłoby się nad czym pochylić i zastanowić. Może w jakiś sposób przyrównać do siebie (choć – trzymając się PiS-owskiej retoryki – nie wiem, co wspólnego ma z milionami klepiących biedę Polaków ta idealnie ubrana i wylansowana osóbka prosto z warszawki), zastanowić się, czy nas też nie czeka jej straszny los.

A tu dostaliśmy stanie w korkach i u lekarza. I choćbyśmy chcieli wierzyć, nie potrafimy. Bo kogo jak kogo, ale recytującą znudzonym głosem swoją kwestię kierownik produkcji w TV Puls chyba jednak stać na prywatnego lekarza, który poświęci jej tyle czasu, za ile mu zapłaci. W przeciwieństwie do milionów ludzi, które muszą czekać na swoją kolej, dokładnie tak samo jak za rządów Kazia, a po nim Jarosława.

Panowie spin doktorzy, psikus się nie udał.

→ 1 komentarzKategorie: Polityka · Polska · Reklama

Nie płakałam po katarynie

22/05/2009 · Komentarzy: 14

Do stolika dziennikarskiego w Sejmie podchodzi reporter dużej telewizji. O co chodzi z tą blogerką, o której pisze “Dziennik”? Kolega tłumaczy, o co chodzi. Aha… Ale to takie insajderskie jest. Może z tysiąc osób by zainteresowało. Nie ma sensu robić materiału.

Uśmiechnęłam się krzywo, słysząc tak brutalne podsumowanie rzeczywistości, w której sama żyję. No tak, kogo to obchodzi. A w światku histeria taka, jakby nam niepodległość zabierali, do więzień wtrącali, jeść nie pozwalali. Czuma syn mówi nie kłamcie – niedobrze. “Dziennik” mówi nie bądźmy dwulicowi – też niedobrze. Bo nie chodzi o treść, lecz, mili państwo, o formę. Czuma sypał wulgarnymi określeniami, “Dziennik” ohydnie szantażował.

To te dwie rzeczy – wulgaryzmy Czumy i szczeniacki szantażyk “Dziennika” – są główną issue w blogosferze. Nie jest nią uchylanie się od odpowiedzialności przed sądem za własne słowa, nie jest nią fakt, że pani prezes Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ma dwie twarze, nie są nią też takie słowa owej prezes (za “Dziennikiem”):

Gdyby znano moje nazwisko, to każdy polityk czy dziennikarz, którego krytykowałam, mógłby mnie pozwać – choćby o 10 tysięcy złotych odszkodowania. A ja nie miałabym szans w zderzeniu z ich prawnikami.

A tymczasem to właśnie nad nimi powinniśmy się pochylić, to je powinniśmy cytować. Bo oto pani Katarzyna uważa się za osobę, której z jakiegoś powodu nie wolno pozywać. Mnie wolno pozywać, moich kolegów dziennikarzy można pozywać, mojego sąsiada mogę pozwać, nawet prezesa PiS można pozwać, ba, można z nim wygrać. Pani Katarzyny nie wolno. Ma ona święte i niezbywalne prawo na podstawie strzępków wyguglowanych informacji tworzyć alternatywną rzeczywistość, której bohaterami są znane z imienia i nazwiska osoby, i nie ponosić za to żadnej odpowiedzialności. A prawo takie ma, bo – uwaga, uwaga – sama je sobie nadała.

Oprócz nadania sobie statusu świętej krowy i żądania, żeby wszyscy go respektowali, bo tak, pani prezes wymyśliła, jak być i nie być jednocześnie. Nie dbająca o popularność ani o laury blogerka zaczęła rozmawiać z dziennikarzami. Wywiady, autografy, o ja zawiedziona, o ja niezależna, o jak mnie wszyscy chcą w redakcji, ale ja odmawiam, och, ach. Robert Mazurek, który z tą panią się spotykał, obrał sobie rolę jej trybuny propagandowej. Jego prawo.

Ale nieujawnianie informacji, w których posiadaniu się jest, rzadko w mediach stanowi prawo. Jeśli więc “Dziennik” dowiedział się, kim jest uparcie strzegąca prawa do – cytując komentarz Pawła Wrońskiego z “GW” – strzelania zza węgła internautka, nie widzę powodu, dla którego miałby tego nie podać do publicznej wiadomości. Styl, w jakim wykonał swoją powinność, telefony, straszenie, próby, ekhem, “negocjacji”, i wreszcie szopka pod hasłem nie ujawniamy nazwiska, tylko podajemy wszystkie dane, to obrzydlistwo. Jeśli nieprawdą jest informacja o szkoleniu przez jej fundację dziennikarzy TVP Kwiatkowskiego, to kataryna ma nawet szansę odegrać się w sądzie.

Ci, na których temat nieprawdę napisała kataryna, też taką szansę już mają. Dzięki “Dziennikowi”. Ale droga do ucywilizowania sytuacji, w której strzelający w plecy anonim uważany jest za bohatera, niestety wciąż daleka. I, wbrew temu, co powiedział lekceważąco kolega z telewizji, powinna być ona przedmiotem troski nas wszystkich, a nie tylko garsteczki blogerów politycznych. Bo te insajderskie problemy dotyczą każdego, kto kiedykolwiek został obrażony bądź pomówiony w internecie.

Komentarzy: → 14Kategorie: Blogosfera · Internet · Media

Głupota dziennika “Dziennik”, przykład kolejny

22/04/2009 · 1 komentarz

Na czołówce “Dziennika” znalazłam tekst o wzroście polityków (na wypadek, gdyby zniknęło w tajemniczych okolicznościach – screeny tu). Twierdzą, że cytują wpis z bloga Kazimierza Marcinkiewicza:

Okazuje się, że państwową tajemnicę ujawnia na swoim blogu Kazimierz Marcinkiewicz. Według byłego premiera Lech Kaczyński ma 168 cm i jest o jeden centymetr wyższy od swojego brata bliźniaka. W internecie można znaleźć też inne wymiary głowy państwa – najniższy wynik to 163 cm, czyli tyle, ile wymieniła w wywiadzie Olejnik.

Zerkam więc na blog Kazia, a tam nowego wpisu ni hu hu. Wpisuję w Google “Kazimierz Marcinkiewicz wzrost” i wchodzę wprost na blog byłego premiera. Dokładniej, tutaj wchodzę. Tak, tak, wzrok was nie myli. Jest to komentarz internauty sprzed niemal roku. Internauta ów nie powołuje się na żadne źródło, tylko podaje cyferki. Te, które zacytował “Dziennik”. Aby się upewnić, przejrzałam blog Marcinkiewicza na piechotę. Nigdzie nie pisze o wzroście Kaczyńskiego ani żadnego innego polityka.

Kolegom z “Dziennika” gratuluję. Znowu nabraliście paru naiwniaków nabijających wam licznik odwiedzin. Well done.

→ 1 komentarzKategorie: Głupota · Media · Polityka

Jak “Dziennik” dorwał “Fakt” zamiast Palikota

17/04/2009 · Skomentuj

Kupiłam dziś rano “Dziennik”. Otwieram, co ja mówię, nawet otwierać nie musiałam. Już na jedynce zaatakował mnie tytuł “Palikot wślizguje się do Klarysewa?” i taki oto tekścik (z internetu już zniknął, ale zachowałam sobie screeny, do poczytania tutaj):

Firma widmo, rzekomo działająca w Norwegii, złożyła wniosek o wynajęcie rezydencji prezydenta RP w Klarysewie. QGA & Partners nie jest zarejestrowana ani w Polsce, ani w Norwegii, a jej warszawska siedziba to zamknięte na głucho mieszkanie prywatne. Nie ma nawet telefonu. Kto za nią stoi? Tropy prowadzą do posła PO Janusza Palikota, któremu już trzykrotnie odmówiono udostępnienia prezydenckiej willi.

Mała próbka:

Ale fajny michałek!, myślę sobie i rzucam się na szóstą stronę, gdzie jest reszta tekstu. Okazuje się, że to cały elaborat, podpisany przez dziennikarza śledczego (!). A niech mnie, toż to jakaś poważna sprawa jest, może przekręt jakiś nowy palikotowy! Zwłaszcza że na górze stronicy jest wielki, wyraźnie zatroskany Palikot. Dorwali go!

Czytam więc i czytam, i… poznaję. Już sam pytajnik w tytule nie wróży najlepiej. Jedno zdanie od Palikota, zapewne SMS. Wyraźne zaprzeczenie. Po co miałby zaprzeczać, gdyby to była jego zabawka? Pochwaliłby się, dowcipem rzucił, reklamę sobie od razu zrobił.

Zostawiłam więc to nieszczęsne dziełko i zabrałam się za szukanie innych michałków. Po paru godzinach michałek pojawił się sam i to znacznie bardziej smakowity, niż mogłam sobie życzyć. “Wprost”:

“Wprost” ustalił, kto kryje się za rzekomą “kolejną prowokacją Janusza Palikota” nagłośnioną przez “Dziennik” – to dziennikarze “Faktu”, których redakcja mieści się dwa piętra nad kolegami z “Dziennika”. Nieoficjalnie potwierdzili nam, że złożyli wniosek do Kancelarii Prezydenta podając zmyśloną nazwę i siedzibę firmy aby sprawdzić, czy im uda się sztuka, jaka nie powiodła się Palikotowi.

Dziennikarstwo schodzi na psy. Można dziś napisać już wszystko, byle postawić na końcu znak zapytania. Przecież nie będę się ze wszystkimi procesował – mówi “Wprost” o tej sprawie Palikot.

Nie sposób się z nim zgodzić, zwłaszcza że sam specem od pytajników jest całkiem znanym. Ale pal go licho, nie o niego tu chodzi, lecz o “Dziennik”. Wystarczyło, żeby ów “dziennikarz śledczy”, autor kłamstwa na pierwszej stronie ogólnopolskiej gazety, którą czytają tysiące ludzi, uważnie posłuchał, co ma do powiedzenia sam główny zainteresowany w tej sprawie. I uznał, że skoro nie ma dowodów, iż mówi nieprawdę, to może jednak warto dać mu wiarę, przynajmniej na papierze. Inaczej to się nazywa pomówienie.

Kiedy obserwuję skalę koloryzowania, przeinaczania i pospolitego kłamania w tzw. mediach tradycyjnych, trafia mnie szlag. Dla wydawcy serwisu internetowego każdy dzień jest jak prima aprilis. Czytając każdego niusa musi pomyśleć, ile w nim prawdy i czy warto rzecz podawać dalej, czy tylko się wygłupimy. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad stworzeniem bloga albo nawet serwisu w sieci typu “watch”, monitorującego media tradycyjne właśnie.

Pytanie tylko, czy da się tropić insynuacje niskim nakładem środków i samemu przy tym oprzeć się pokusie insynuowania.

→ Leave a CommentKategorie: Głupota · Media

Obama ujawnia barbarzyństwo Busha

17/04/2009 · 1 komentarz

Rozbieranie do naga, bicie po twarzy, podtapianie, wielogodzinne trzymanie w niewygodnej pozycji, pozbawianie snu w pozycji stojącej nawet przez 11 dni, manipulowanie dietą, tak żeby więźniowi zaczęło brakować podstawowych składników, próba zamknięcia więźnia w celi z gąsienicami, co do których wmówiono mu, że są jadowite. Takimi to metodami przesłuchiwała w ostatnich latach więźniów Centralna Agencja Wywiadowcza.

Odtajnione przez Departament Sprawiedliwości dokumenty (w całości można je przeczytać TUTAJ) to 80 stron lektury, od której przeciętnemu zjadaczowi chleba włos się powinien zjeżyć na głowie. Bo to nie film o agentach, ale zdarzenia, które miały miejsce w rzeczywistości.

Lektura jest tym straszniejsza, że są to napisane chłodnym, konkretnym językiem opinie prawne, w których szczegółowo objaśnia się, co można, a czego nie można zrobić z przesłuchiwanym. Na przykład bijąc po twarzy należy uderzać “z liścia”, uważając, żeby nie włożyć palców do oka więźnia. Celem takiego uderzenia nie jest sprawienie bólu, lecz wywołanie szoku psychicznego, wyjaśniają prawnicy. A to dopiero początek. W podobny sposób napisano, ile więźnia można trzymać w pionie bez snu albo w jakich temperaturach i na jakich głębokościach stosować podtapianie.

Okropieństwa ze średniowiecza rodem. Liberalna Ameryka jest w szoku i domaga się kar. Prezydent Obama mówi, że karać nie będzie, a już z pewnością nie agentów, którzy tylko robili, co im kazano. I obiecuje, że takich metod jego kraj stosować nie będzie nigdy więcej.

Oh, really? Oczywiście, to bardzo chwalebne, że Barack Obama wierzy, iż może coś zmienić. Jeszcze bardziej chwalebne, że (jeśli) podejmuje działania w tym kierunku. Ale zdjęcie klauzuli “top secret” z dokumentów kompromitujących poprzednika to jedno, a sprawienie, żeby do takich metod nie trzeba się było uciekać, to drugie. Raczej niemożliwe do realizacji, bo wymagałoby, żeby przed Ameryką zmieniła się reszta świata.

Z przerażenia, jakie Ameryka przeżyła 11 września, Amerykanie wyszli również dzięki mocnej reakcji ówczesnej administracji. Dziś, kiedy bezpośrednie zagrożenie już minęło, łatwo jest się bawić w jedynego sprawiedliwego. I po cichu kontynuować politykę poprzednika.

→ 1 komentarzKategorie: Ameryka · Polityka · Terroryzm · Świat

Ratunku, poseł mnie molestuje! SMS-ami!

15/04/2009 · Skomentuj

Miałam dziś interes do jednego posła. Malutki, na telefon. Jako że poseł ów telefonów odbierać nie ma zwyczaju, posłałam długaśnego SMS-a, na którego przyszła jednosylabowa odpowiedź. Owa jedna sylaba była dokładnie tym, o co mi chodziło, więc odpisałam, że dziękuję i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zajęłam się czym innym.

Kiedy zobaczyłam nazwisko tego posła na wyświetlaczu komórki parę godzin później, zdziwiona nie byłam. Tak to już bywa, że zmieniają zdanie albo chcą coś dopowiedzieć. Wszystko fajnie, ale Nic do wyświetlenia!? OK, widać nie do mnie. Rąbnęło mu się, też kiedyś wysłałam SMS-a do jednego polityka zamiast do własnej matki. Pazurki się omsknęły.

Pięć minut później przyszedł kolejny SMS. Liczyłam na wyjaśnienie, a tu znowu Nic do wyświetlenia. I zaczęło się. Jeden za drugim, w przeróżnych odstępach czasowych, żeby było trudniej ogarnąć. Po kilkunastu wiadomościach odpisałam Bardzo proszę przestać spamować!. I dostałam odpowiedź: Nic do wyświetlenia. Wyłączyłam więc telefon, odcinając się od świata w środku dnia pracującego.

Drżącymi rękami włączyłam go z powrotem wieczorem, by odebrać jeszcze trochę poselskiego spamu. Razem uzbierało się 31 sztuk. Wyjaśnienia ani pół. Jakby to normalne było. Więc ja pytam, wbrew pozorom całkowicie na poważnie, dlaczego ludzie, którzy nie są w stanie opanować obsługi telefonu komórkowego roszczą pretensje do opanowania kraju i świata? Podobnie jak tacy, którzy nie potrafią wysłać maila i wkleić notki na własny blog?

Skąd my ich, do ciężkiej cholery, bierzemy, jakim cudem wynosimy na piedestał i czemu to właśnie oni rządzą tym biednym krajem? Ludzi bardziej kompetentnych naprawdę nie brakuje.

→ Leave a CommentKategorie: Głupota · Polityka